sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 7

Rano obudziłam się o 7.00. Szybko wstałam i poszłam do łazienki. Tam zrobiłam wszystkie poranne czynność i poszłam do garderoby. Dzisiaj postanowiłam się ubrać w zwykłe, czarne spodnie i białą koszulę. Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół. Jak się okazało moja siostra już nie spała i nawet zrobiła mi śniadanie.
- Cześć, dzisiaj nie chcesz uwieść Rossa?- zapytała patrząc na mój strój.
- Daj sobie spokój z tym co.- powiedziałam i usiadłam.
- Dobra jak tam chcesz. Tylko, żeby nie było, że cię nie uprzedzałam.- powiedziała Van i podała mi jajecznicę.
- Gdzie jest Nikola?- zapytałam.
- Nie wiem jeszcze nie wstała.- powiedziała spokojnie Vanessa. Coś musi być nie tak. Nikola zawsze pierwsza wstaje. Szybko poszłam do pokoju mojej córki. Gdy tam weszłam dziewczynka leżała na łóżku.
- Kochanie co się dzieje? Czemu nie wstajesz?- zapytałam przytulając mojego szkraba.
- Mamusi, brzuszek mnie boli.- powiedziała i jeszcze mocniej się do mnie przytuliła.
- Chcesz zostać dzisiaj z ciocią w domu?- zapytałam, a Nikola pokiwała głową. - Dobrze ja muszę już iść, ale ciocia za ras przyjdzie.- powiedziałam i pocałowałam ją w główkę. Nikola wygodnie się położyła, a ja zeszłam na dół.
- No i co z nią?- zapytała Van, gdy tylko weszłam do kuchni.
- Brzuch ją boli. Idź do niej, a ja wychodzie bo znowu się spóźnię. Pa.- powiedziałam czarnowłosej i wyszłam szybko z domu. Nie brałam samochodu Van bo chciałam się trochę przejść. Zaczęłam myśleć o wczorajszym zajściu z Rossem. Czy to coś zmienia? Czy on traktuje to jak przypadek i ożeni się z Emily? Czy jak będzie miał swoje dzieci ze swoją żoną to zapomnię o mnie i Nikoli? Te pytania kłębiły mi się w głowię od samego początku. Może te pocałunki jednak dla niego coś znaczyły. Myślałam tak do puki nie dotarłam do biura. Jak się okazało w nim był tylko blondyn imieniem Ross, którego najmniej chciałam teraz spotkać. Gdy mnie tylko zobaczył uśmiechnął się i podszedł do mnie bardzo blisko. Wiedziałam co chce zrobić, ale nie wiem czemu nie potrafiłam się od niego odsunąć. Nie raczej wiem, dlatego, że on przyciąga mnie jak magnes i nie umiem nad tym panować. Albo może tego nie chce. Chłopak zagłuszył moje myśli pocałunkiem. Pocałował mnie zupełnie inaczej niż wczoraj. Dzisiaj pocałował mnie tak jak kiedyś. Całym sobą wyrażając w tym geście wszystkie swoje emocje. Uczucia, którymi mnie darzył. Po dość długim czasie w końcu się ode mnie oderwał i znów uśmiechnął.
- Cześć.- powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Cześć.- odpowiedziałam mu z trudem, a on cały czas mi się przyglądał.
- Czemu dzisiaj nie założyłaś spódniczki?- zapytał ze smutną miną.
- Bo nie chciałam.- odpowiedziałam już normalnie.
- Ale mi się w spódniczkach bardzo, ale to bardzo podobasz.- powiedział.
- To chyba nie ja powinnam ci się podobać tylko twoja narzeczona.- powiedziałam, a chłopak zrobił dziwną minę.
- Co do tego ma Emily?- zapytał jak kompletny idiota.
- To mój drogi, że jest twoją przyszłą żoną, a zdradzasz ją od wczoraj ze mną!- krzyknęłam, bo już nie panowałam nad moimi emocjami.
- Sama mi na to pozwalasz, a teraz masz pretensje i nagle zaczęła cię interesować Emily! Coś mi się nie chce wierzyć, że robisz to bo nie chcesz, żeby cierpiała!- krzyknął tak samo jak ja. Tylko z taką małą uwagą, że ja się boje jak on krzyczy.
- Tak nie chce, żeby cierpiała przez ciebie! Nie chce żeby przechodziła przez to samo co ja jak zdradzałeś mnie z Emmą! Może zachowuje się jak suka, ale nie chce, żeby cierpiała tak jak ja! Tylko ja pozwalam ci to robić z innego powodu niż Emma!- krzyknęłam, a Ross spojrzał na mnie jakby zobaczył ducha. Pewnie zastanawia się skąd wiem, że zdradzał mnie z Emmą. Oczywiście nigdy mi o tym nie powiedział, ani on, ani ona. Chodzi wtedy Emma była moją najlepszą przyjaciółką, ale nie przeszkodziło jej to w uwiedzeniu mojego chłopaka, którego kochałam ponad życie i zresztą nadal kocham. Powiedziała mi o tym Vanessa razem z Delly. Nigdy nie mówiłam Rossowi o tym, że wiem i nie pokazywałam tego. W sumie na dobre to mi wyszło.
- Skąd wiesz o Emme?- zapytała już spokojnie.
- No na pewno nie od ciebie i tej suki.- powiedziałam.
- To skąd!?- i znowu się zaczyna.
- Powiedziałam mi Rydel jak rzekomo wyjechałeś do cioci z rodziną, ale dziwnym trafem cała twoja rodzina została w domu, a Rydel już dawno widziała cię z Emmą! Nie mówiłam ci nigdy o tym bo za bardzo cię kochałam, żeby się z tobą rozstać! Dlatego udawałam przez te dwa lata, że nic się nie dzieje. Odetchnęłam dopiero jak Emma się wyprowadziła i przestałeś mnie unikać. To było dla mnie ciężkie i nie chce, żeby kolejna dziewczyna przez takiego dupka jak ty cierpiała.- mówiłam na początku z gniewem, ale jak zaczęłam sobie to przypominać to nie mogłam pohamować łez. Czemu to nadal tak bardzo mnie boli? Ross gdy już wszystko przetrawił i zobaczył, że płacze od razu mnie przytulił. Mocno się w niego wtuliłam. Zawszę się uspokajałam gdy mnie przytulał i tak było, i tym razem.
- Przepraszam. Wiem popełniłem niewybaczalny błąd, ale ty mnie nie zostawiłaś. Tylko dalej nie rozumiem dlaczego pozwalasz się całować skoro nie chcesz, żebym skrzywdził Emily?- zapytał, gdy się już uspokoiłam. Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
- Naprawdę się nie domyślasz?- zapytałam, a on pokręcił głową. Westchnęłam i postanowiłam mu powiedzieć prawdę. - Pozwalam ci na to tylko dlatego, że cię kocham i to bardzo mocno. Wróciłam do LA tylko i wyłącznie dla ciebie. Nie dlatego, że tęskniłam za starymi śmieciami, ale za tobą. Chciałam, żebyśmy stworzyli rodzinę dla Nikoli. Chciałam, żeby w końcu poznała tatę, o którym tyle razy próbowałam zapomnieć. Vanessa na początku mówiła mi, że pewnie ułożyłeś sobie już życie i masz cudowną  rodzinę. Tylko ja nie chciałam jej słuchać. W końcu, gdy Nikola zaczęła coraz częściej płakać o to, że nie ma taty i zamykać się w sobie. Wtedy Van sama zaczęła namawiać mnie do wrócenia do LA, do ciebie. No i wróciłam tylko spełnił się scenariusz Van. Masz już narzeczoną i planujesz z nią wspólne życie. Ja nic nie mogę z tym zrobić. Tylko jak ty mnie całujesz to nie umiem cię odepchnąć i powiedzieć nie. Miłość i pragnienie twojej bliskość jest ode mnie silniejsze.- powiedziałam na jednym tchu, a blondyn tylko mi się przyglądał.
- Czyli ty mnie kochasz tak samo jak ja ciebie?- zapytała, a raczej stwierdził blondyn.
- Na to wygląda.- powiedziałam, a Ross tak się ucieszył, że zaczął się kręcić ze mną na rękach. Po jakiś 2 minutach mnie postawił i zaczął całować. Jak się od siebie oderwaliśmy to musiałam go o to zapytać.
- Czemu mówisz mi, że mnie kochasz i mnie non stop całujesz jak bierzesz ślub za nie całe dwa miesiące?- zapytałam, a Rossa chyba zaskoczyło to pytanie, bo nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Daj mi trochę czasu, a załatwię tą sprawę z Emily.- powiedział spokojnie.
- Dobra niech ci będzie, ale masz się przy mnie z nią nie miziać bo się porzygam i zrobię awanturę.- powiedziałam ostrym tonem, żeby nie uznał tego za żarty.
- Tak jest kapitanie, a teraz zbieraj się.- powiedział i popchnął mnie w stronę wyjścia.
- Gdzie ty mnie tak pchasz?- zapytałam.
- Jedziemy po Nikole i jedziemy nad jezioro.- powiedział spokojnie, gdy już byliśmy przy samochodzie. Ja już nic nie mówiłam. Gdy staliśmy na światłach Ross położył swoją rękę na moim udzie. To było całkiem przyjemne.
- Czekaj, czekaj, a co powiesz Emily jak się zapyta gdzie byłeś i z kim?- zapytałam patrząc na blondyna.
- Kochanie, Emily jest u siostry w NY. Wróci dopiero za dwa tygodnie.- powiedział uśmiechnięty. Ja też nie mogłam się nie uśmiechnąć na myśl o spędzeniu dwóch tygodni z Rossem, bez Emily w pakiecie. No i co z tego, że teraz to ja zostałam tą kochanką, którą wyzywa się od suk i złodziejki mężczyzn. Nie obchodzi mnie to co inni o mnie będą myśleć. Skoro mogę być z facetem, którego kocham.
~*~
Hej! Obiecałam, że rozdział będzie dzisiaj i tak się stało jest. Pewnie się cieszycie lub nie. Nieważne. Dobra nie będę już tak zanudzać. Powiem tylko tyle. Piszcie komentarze jak wam się podoba i czy was zaskoczyłam, a jak wam się nie podoba to też napiszcie co. Wtedy postaram się nad tym popracować. Jeszcze jedno może niektórzy z was już weszli na mojego nowego bloga, a jak nie to zapraszam. <KLIK>

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 6

 Proszę przeczytajcie NOTKĘ pod spodem!
 ~*~
 Poszłam otworzyć, a w drzwiach stała moja siostra.
- Vanessa co ty tutaj robisz? Miałaś zostać w NY.- powiedziałam i ją mocno przytuliłam.
- Postanowiłam do ciebie przyjechać, bo się za wami stęskniłam.Gdzie jest moja księżniczka?- wyjaśniła i weszła do środka.
- Ogląda bajkę, chodzi.- pociągnęłam ją za sobą do salonu.
- Ciocia!- krzyknęła Nikki i mocno przytuliła czarnowłosą.
- Też się za tobą stęskniłam.- powiedziała i puściła moją córkę. Bajkę obejrzałyśmy do końca.
- Kochanie czas iść spać.- powiedziałam do Nikoli.
- Mamusiu, ale ja nie chcę.- powiedziała i ziewnęła.
- Właśnie widzie jak nie chcesz. Chodzi.- powiedziałam i wzięłam ją na ręce. Poszłam z nią do jej pokoju. Przebrałam w piżamę i położyłam na łóżku. Co mnie zdziwiło to to, że usnęła bardzo szybko i bez bajki na dobranoc. Zeszłam więc na dół, gdzie siedziała Van.
- To opowiadaj co się ostatnio działo.- powiedziała z iskierkami w oczach. Ta ona nadal liczy na to, że opowiem jej historie niczym z filmu z ostrym sexem w tle.
- Nic tylko dostałam pracę w biurze Rossa i spotkałam Rydel. Tyle.- skończyłam mówić, a ona nadal na mnie patrzyła.
- Co? To nie było z Rossem żadnego ruchania na biurku czy co?- pytała. Ta to cała Van.
- Nie masz na co liczyć. On ma narzeczoną, z którą za dwa miesiące bierze ślub.- wytłumaczyłam jej, a ona spojrzała na mnie ze współczuciem.
- Kochanie tak mi przykro, ale powiedziałaś mu, że Nikola to jego córka, a Nikki wreszcie, że ma tatę?- spojrzała na mnie wyczekująco.
- Tak nawet Delly wie.- powiedziałam, a ona by mnie wzrokiem zabiła jakby mogła.
- Delly się z tobą widziała, a do mnie nawet nie zadzwoniła. To nie fer.- powiedziała oburzona.
- Nie przejmuj się tym tak.- starałam się ją pocieszyć.
- Dobra, ale jutro zabierasz mnie ze sobą do pracy.- powiedziała, a raczej rozkazała.
- Tak jest kapitanie, a teraz chodzi spać.- powiedziałam i popchnęłam ją w stronę schodów.
- Też cię kocham wiesz.- powiedziała z sarkazmem wyczuwalnym na pół metra. Ona nigdy nie lubi jak jej rozkazuje. Uważa, że jak jestem to nie mam prawa jej rozkazywać tylko ona mi. Na pewno jej niedoczekanie.
- Wiem, a teraz wypad mi stąd.- powiedziałam, a jej już nie było. Szybko poszłam się umyć i przebrać do łazienki. Po nie całej godzinie wyszłam. Sprawdziłam jeszcze telefon przed pójściem spać. I jak się okazało miałam 30 nieodebranych połączeń od samego Rossa. Ciekawe co chciał, ale pewnie to nic ważnego. Położyłam się do łóżka i szybko zasnęłam. Rano obudziłam się o 7.33. Co!!!!!! Przecież ja się spóźnię się!! Czemu nikt mnie nie obudził? Jeszcze Nikole do przedszkola muszę zaprowadzić. Szybko wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Ubrałam się w białą koszulę i obcisłą, czarną, krótką spódniczkę. Zrobiłam delikatny makijaż, a włosy spięłam w luźnego koka. Gotowa zeszła na dół, a tam już na mnie ze śniadaniem czekały Van i Nikola.
- Mamusiu ślicznie wyglądasz.- powiedziała moja córka przytulając się do mnie.
- Dziękuje kochanie. Ty też ślicznie wyglądasz.- powiedziałam całując ją w główkę.
- Mała ma rację powalisz Rossa na kolana w tym stroju i nie tylko jego.- rzekła Van puszczając mi oczko.
- Przestań! Co na śniadanie?- zapytałam siadając przy stole.
- Naleśniki. Masz i jedz tylko szybko, bo się spóźnisz.- powiedziała, a ja sobie spokojnie jadłam. Popatrzyła na mnie jak na idiotkę.
- No na co się tak patrzysz?- spytałam.
- No bo coś ci nie śpieszno do tej pracy.- powiedziała nadal patrząc na mnie jak na idiotkę.
- Daj spokój, każdemu zdarza się zaspać. Po za tym jak sobie poczeka to nic mu się nie stanie.- powiedziałam spokojnie i dokończyłam jeść moje śniadanie. Jak już skończyłam poszłyśmy do samochodu.
- Mamusiu, a spotkam się dzisiaj z tatą?- zapytała mnie Nikki jak jechałyśmy.
- Nie wiem kochanie, ale chyba nie.- powiedziałam, a mała posmutniała.
- Pszczółko nie smuć się. Tata na pewno się z tobą dzisiaj spotka.- próbowała ją pocieszyć Vanessa.
- Na pewno?- spytała nie pewnie blondynka.
- Tak na pewno.- powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam. Gdy dojechaliśmy na miejsce poszłyśmy odprowadzić małą.
- O dzień dobry Nikola. Widzie, że dzisiaj nie przyszłaś tylko z mamusią.- powiedziała miło do mojej córki pani Marii.
- Dzień dobry. Tak to moja ciocia.odpowiedziała Nikola.
- Kochanie idź do grupy.- powiedziałam całując małą w policzek. Ona tylko jeszcze przytuliła Vanesse i poszła do swoich koleżanek.
- To moja siostra Vanessa, Van to pani Marii opiekunka Nikki.- powiedziałam.
- Dzień dobry.- powiedziała czarnowłosa i podała rękę pani Marii.
- Więc dzisiaj Nikole odbiera ciocia tak?- zapytała dla pewność.
- Tak Nikole dzisiaj odbiera Van, a teraz będziemy już iść bo ja jestem już spóźniona do pracy.- powiedziałam i pożegnałam się z panią Marii. Zabierając ze sobą Vanesse wyszłam z budynku. Do biura nie jechałyśmy długo. Gdy tylko znalazłyśmy się na miejscu dostrzegłam tam blondynkę. Czekaj jak ona miała na imię. Monica? Tak Monica!
- Dzień dobry.- powiedziała miło.
-Błagam nie mów do mnie jak do starszej osoby. Laura jestem.- powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam.
- Dobrze, a więc ja to Monica.- powiedziała i mnie przytuliła.
- Co to za czułe powitanie beze mnie?- zapytała Ness za moimi plecami. Oderwałam się od Moni i spojrzałam na siostrę.
- - Van to Monica, Moni to moja siostra Vanessa.- powiedziałam, a one się przytuliły. Chwilę gadałyśmy do puki nie przeszła Delly.
- Moni jest może mój zacny braciszek?- zapytała i chyba jak na razie mnie, ani Van nie zauważyła.
- Jest, ale nie sam tylko z tą całą Emily.- powiedziała i się skrzywiła. Coś mi się wydaje, że za nią nie przepada.
- Nie no zawsze jak mam do niego sprawę to musi się migdalić z Emily!- krzyknęła wkurwiona blondynka.
- Ryd spokojnie.- powiedziałam podchodząc do niej.
- Lau! Co ty tutaj robisz?- zapytała i popatrzyła na mnie jak na ducha.
- Z tego co wiem to pracuje bo twój braciszek mnie przyjął wczoraj do pracy.- powiedziałam jakby to było normalne. Dziewczyna tylko krzyknęła i mnie przytuliła. Bardzo mocno, za mocno.
- Delly, kochanie dusisz.- ledwo co powiedziałam.
- Dobra Delly puść, bo mi siostrę udusisz!- krzyknęła Vanessa, a blondynka popatrzyła na nią jak na zjawę.
- Vanessa to na prawdę ty?- zapytała i zaczęła obmacywać ją po twarzy(?)
- Tak to ja. Też się ciesze, że cię widzie. Weź mnie już puść!- powiedziała czarnowłosa, a blondi ją puściła, ale zaraz zaczęła ją dusić.
- Rydel puść! Nie dobry piesek! No puść proszę!- darłyśmy się tak z Monicą z 10 minut, aż w końcu z gabinetu wyszedł Ross ze swoją niewiastą. Ross miał rozpiętą koszulę i poczochrane włosy, a ona rozmazaną szminkę i podwiniętą spódnicę do góry. Czy oni się tam pieprzyli? Czy tylko zaczynali, a nasze wrzaski im przerwały? Dobra nieważne. To mnie wcale nie obchodzi. Jest dorosły i może robić co chce.
- Co tu się dzieje i kogo dusi moja siostra?- zapytał  rozkojarzony blondyn.
- Twoja siostra właśnie dusi moją siostrę! No co tak stoisz! Zrób coś!- krzyknęłam zrozpaczona, a chłopak tylko podszedł do swojej siostry.
- Delly, Ell przyszedł!- krzyknął jej do ucha, a ta od razu popędziła na górę.
- Czemu ja na to nie wpadłam.- pacnęłam się w czoło, a Ross razem z Monicą zaczęli się ze mnie śmiać.
- Bo nie jesteś mną.- powiedział chłopaka i pokazał mi język.
- Bardzo śmieszne po prost się uśmiałam, że cho cho!- powiedziałam i podeszłam do swojego biurka.
- Vanessa co ty tutaj robisz?- zapytał zdziwiony blondyn.
- Też miło cię widzieć blondi.- odpowiedziała z tą swoją ironią w głosie.
- No też się ciesze, ale co ty tutaj robisz?- zapytał jeszcze raz.
- Przyjechałam odwiedzić moją siostrę i siostrzenicę, a co nie wolno?
- Wolno, ale ja nie rozumiem czemu jesteś w mojej firmie.- no to teraz chyba każdy rozumie o co mu chodzi.
- Chciałam zobaczyć gdzie pracuje moja siostrzyczka, a jak się dowiedziałam, że z wami to was chciałam zobaczyć. Bo nie widzieliśmy się cztery lata.- objaśniła mu, a ja zwijałam się ze śmiech. Choć nawet nie wiem z czego.
- Dobra chodzi tu do mnie.- powiedział i rozłożył szeroko ramiona. Moja siostra tylko popatrzyła na niego jak na idiotę.
- Seri myślisz, że się do ciebie przytulę?- zapytała poważnie Van.
- No w sumie to byś mogła.- powiedział i zrobił smutną minę. Van chyba dała się przekonać, bo się do niego przytuliła.
- Van uważaj, bo jak Riker się dowie to będzie zazdrosny.- powiedziałam, a ona oderwała się od blondyna.
- Bardzo śmieszne!- krzyknęła oburzona. Ross zaczął się śmiać, ale jak Ness na niego się spojrzała to od razu przestał.
- Rossy, kochanie ja będę już szła. Spotkamy się wieczorem prawda?- odezwała się do tej pory milcząca Emily.
- Ta oczywiście.- powiedział i ją pocałował. Łłee to jest obrzydliwe. Chyba zaraz zwymiotuje.
- Fuuuuuuuu!!!- krzyknęły dziewczyny, a tamci się od siebie oderwali. Emily wyszła.
- Van, a może ty też byś już tak sobie poszła?- zapytałam siostrę.
- E tam u was jest weselej.
- Chce ci tylko przypomnieć, że masz iść za godzinę po Nikole. Nie zapomnij i spieprzaj do domu!- krzyknęłam, a ona z jękiem wyszła.
- Lau możemy porozmawiać?- zapytał Ross.
- Wiesz mam dużo pracy, może później.- powiedziałam, a on poszedł do swojego gabinetu.
- Czemu go unikasz?- zapytała mnie Monica.
- Nie unikam go tylko nie chce z nim gadać.
- Mi się wydaje jednak, że chodzi o to, że ty go nadal kochasz, ale jest ci przykro, że ma narzeczoną. Więc próbujesz go unikać na wszystkie możliwe sposoby. Bo myślisz, że dzięki temu się odkochasz. Powiem ci jedno kochana nie licz na to, że się odkochasz teraz jak przez cztery lata tego nie zrobiłaś.- skończyła mówić, a mnie zamurowało. Skąd ona tyle o mnie i Rossie wie?
- Ja go wcale nie kocham.- powiedziałam pewnie. Choć czuje jakbym sama siebie oszukiwała. I to jest prawda samom siebie oszukuje bo go kocham.
- Wmawiaj to sobie, ale wiedz, że mnie i tak nie oszukasz.- powiedziałam i wyszła po kawę. Ja za to myślałam o tym co powiedziała mi przed chwilą blondynka. Ona może mieć racje z tym, że się nie odkocham. Jak w NY nie dałam przez cztery lata, gdzie go w ogóle nie widziała. To teraz jak będę go oglądać codziennie to tym bardzie się nie odkocham. Po chwili weszła blondynka, ale ja nawet nie zwróciłam na nią uwagi.
- Lari, ktoś do ciebie.- powiedziała, a ja dopiero teraz wróciłam do świata, żywych.
- Nikola skąd się tutaj wzięłaś?- zapytałam, bo tym gościem okazała się moja własna córka.
- Ciocia mnie przywiozła.- powiedziała rozglądając się po pomieszczeniu.
- To gdzie jest ciocia?- zapytałam córkę, ale była tak pochłonięta rozglądaniem się po budynku, że mi nie odpowiedziała.
- Van jest na parkingu, mała jej zwiała, a że mnie wczoraj widziała to jak mnie zobaczyła to podbiegła i poprosiła, żebym ją do ciebie przyprowadziła.- wytłumaczyła mi Monica, a ja się zdziwiłam.
- Kochanie czemu ciocia cię tu przywiozła?- zapytała, gdy dziewczynka przestała rozglądać się po budynku.
- Bo chciałam zobaczyć tatę.- powiedziała, a jak na zawałowanie blondyn wyszedł z gabinetu. - Tatuś!- krzyknęła jak go tylko zobaczyła.
- Cześć misiek. Co ty tutaj robisz?- zapytał Ross trzymając ją na rękach.
- Ciocia mnie przywiozła.- powiedziała uśmiechnięta i jeszcze bardzie wtuliła się w Rossa.
- Zapomniałaś dodać, że po drodze zwiałaś cioci.- powiedziałam, a blondyn popatrzył po mnie zdziwiony. - Co się na mnie tak patrzysz?- zapytałam.
- Jak to zwiała Vance?- zapytał nadal będąc zdziwionym.
- Normalnie matole.- tym razem odezwała się Monica. Po chwili w biurze pojawiła się też Van. Strasznie zdyszana. Co ona maraton przebiegła czy co.
- Nikola ty zdrajco nigdy więcej tak nie uciekaj.- powiedziała Van na jednym tchu i zgięła się w pół.
- Dobra powiedz mi lepiej jak wy się tu w ogóle znalazłyście.
- No bo Nikki zaczęła marudzić, że chce zobaczyć tego białego szczyla. Więc ją przywiozłam, tylko na parkingu mi zwiała.- powiedziała bardzo słabo.
- Ej, ja nie jestem białym szczyle!- oburzył się Ross.
- Jesteś już i zawsze byłeś.- powiedziała jak zawsze miła Van. Ona nigdy go nie lubiła, a tym bardziej jak zaczęliśmy chodzić. Dopiero go tak bardzo znienawidziła jak się dowiedziała o ciąży. Co to się działo.
- Nikola czemu to zrobiłaś?- zapytałam kucając przy córce.
- Bo chciałam zobaczyć tatę, a wy mi obiecałyście, że go dzisiaj zobaczę więc chciałam teraz.- powiedziała i się słodko uśmiechnęła.
- Kochanie, ale tata by przyszedł na wieczór.- powiedziałam, a Ross spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. -No co cię tak patrzysz?- zapytałam, bo zaczął mnie wkurzać.
- Nic tylko tak jakoś. Nikki, ale mama ma rację bym do was przyszedł, ale później. Więc teraz zmykaj z ciocią do domu, a ja do ciebie przyjdę na wieczór.- powiedział, a mała tylko kiwnęła głową i go przytuliła.
- No do chodzi idziemy.- powiedziała Van już normalnym głosem. Nikki tylko jeszcze mnie przytuliła i wyszła razem z Van.
- Lau możemy porozmawiać?- zapytał mnie chłopak.
- Tak jasne.- powiedziałam i poszłam z nim do jego gabinetu.
- To co tam u ciebie?- zapytał jak jakiś idiota.
- Wiesz jak to nic ważnego to muszę iść.- powiedziałam i już chciałam wyjść, ale mnie zatrzymał.
- Chciałem wiedzieć czemu mnie unikasz.- powiedział, a ja się zdziwiłam.
- Ja cię nie unikam tylko próbuje pracować.- znów próbowałam wyjść, ale tym razem pociągnął mnie do siebie za rękę. Wylądowałam między jego nogami, a on opierał się o biurko. Byliśmy blisko siebie, za blisko na moją wole. Jeszcze do tego spojrzał mi w oczy. Tak jeszcze tego brakowało.
- Niezmiernie mnie podniecasz w tych ciuszkach.- powiedział i nie czekając na moją odpowiedzi po prostu mnie pocałował. Na początku nie oddawałam pocałunku, ale po jakiś czasie poddałam się i oddałam jego namiętne pocałunki. Całowaliśmy się coraz namiętniej, a blondy położył swoje dłonie na moich pośladkach i zaczął je ściskać. Ja nie byłam mu dłużna bo po chwili zaczęłam rozpinać mu koszule i jeździć palcami po jego nagim już torsie. Rossowi chyba znudziła się zabawa moimi pośladkami, bo zaczął rozpinać mi koszule. Nie wiem jak by się to skończyło gdyby ktoś nie zapukał do drzwi.
- Kurwa!- krzyknął i zaczął zakładać koszule. Ja zrobiłam to samo.
- Proszę!- powiedział bardzo zły.
- Nie chcę przeszkadzać, ale twoja narzeczona zaraz tu będzie.- powiedziała Monica i wyszła.
- To nigdy więcej ma się nie powtórzyć.- powiedziałam oschle i zanim wyszłam usłyszałam głos chłopaka, który mówi "podobało jej się". Zarumieniłam się i wyszłam. Akurat jak wchodziłam minęłam się z Emily. Zaczęła mi się dokładnie przyglądać, a ja bez słowa wróciłam do swojej pracy. Po jakiejś godzinie wyszli z gabinetu w takim samym stanie jak rano. Ten debil, albo jest nie wyżyty, albo po prostu głupi. Oczywiście dziewczyna zanim wyszła musiała namiętnie go pocałować. Monica, żeby na to nie patrzeć po prostu wyszła, a ja musiałam zostać. Po jakiś 15 minutach wreszcie się od siebie odessali, a wielka pani wyszła. Blondyn jak tylko jego pani odeszła podszedł do mnie. Nachylił się i zaczął namiętnie całować po szyj. Na początku się poddałam, ale po chwili sobie przypomniałam, że zaraz wróć Monica. Odepchnęłam go od siebie delikatnie, a on popatrzył na mnie zdziwiony.
- Zaraz Monica wróć.- powiedziałam, a on jakby zrobił się zawiedziony. Nachylił się jeszcze raz i pocałował delikatnie, ale tym razem w usta.
- Blondi weź się opanuj.- powiedziałam odpychając go mocniej. On tylko się zadziornie uśmiechnął i poszedł do siebie. Po chwili wróciła Monica.
- Laura jak chcesz to możesz już iść do domu.- powiedziała i się od mnie uśmiechnęła.
- Dziękuje.- powiedziałam i całując ją w policzek wyszłam. Ciekawi mnie mina Rossa jak zobaczy, że mnie już nie ma. Do domu dotarłam szybko.
- Mama, a gdzie tata?- zapytała Nikola mocno mnie tuląc.
- Tata przyjdzie później, a teraz chodzi idziemy robić naleśniki. Gdzie jest ciocia?- udałam się z małą do kuchni.
- Ciocia jest w salonie z moim nowym wujkiem.- powiedziała ucieszona blondyneczka.
- Kochanie, a jak ten wujek ma na imię?- spytałam stawiając córkę na stole.
- Riker chyba, nie, tak na pewno Riker i jest podobny do tatusia.- powiedziałam znów się do mnie przytulając. Wzięłam ją na ręce i udałam się z nią do salonu.
- Co się tu tutaj dzieje?- zapytałam niby zadziwiona. Haha ich miny były nie do opisania.
- Laura co ty tak wcześnie?- zaczęła moja siostra.
- Też się ciesze, że jestem wcześniej w domu.- powiedziałam ironicznie.
- Mamusiu miałyśmy zrobić naleśniki.- powiedziała Nikki.
- Zaraz kochanie dobrze?- spytałam, a ona jeszcze bardzie się we mnie wtuliła.
- Van, ale przecież to twoje dziecko i nie wróciłaś z Laurą.- powiedział Rik.
- Wiesz co dzięki. Też miło cię widzieć.- powiedziałam sarkastycznie. Co on sobie myśli.
- Sorry mała, na chodzi przytul się.- powiedział rozkładając ramiona.
- Teraz zapomnij o misiaczku.- powiedziałam i pokazałam mu język.
- Dobra Van powiedz mi o co tu chodzi.- próbował dalej dowiedzieć się prawdy od mojej siostry.
- Bo Nikola wszystko zawaliła. No dobra Nikola to córka Laury i Rossa. Lau wróciła tylko z Nikolom do LA, a ja do nich przyjechałam wczoraj. Tyle.- wytłumaczyła na jednym tchu.
- Jak to Rossa i Laury?- zapytał jak kompletny idiota.
- Normalnie nie wiesz skąd się dzieci biorą.- ale on jest żałosny.
- Dzieci przynoś bociek!- krzyknęła uradowana Nikki wciąż na moich rękach.
- Okay, mała złaś, bo mi ręce zaraz odpadną.- powiedziałam i ją postawiłam.
- Ross o tym wie?- to serio idiota, a pomyśleć, że on jest najstarszy z Lynchów.
- Jakby nie wiedział to bym ci nie mówiła.- powiedziała już wpieniona Vanessa.
- Dobra tak tylko pytam.- Van już chciała coś powiedzieć, ale przeszkodził jej dzwonek do drzwi. Nikola w podskokach poszła otworzyć.
- Tata!- krzyknęła i rzuciła się mu na szyję. Niestety nie był sam tylko z tym pasztetem.(co z tego, że ona jest ładna).
- Cześć mała i Lau.- powiedział i chciał pocałować mnie w policzek, ale się szybko odsunęłam.
- Cześć Ross i...- tutaj się zacięłam bo chciałam, żeby chłopak nas sobie przedstawił.
- No tak Lau to Emily moja narzeczona, Emily to Laura matka mojej córki i moja przyjaciółka.- powiedział i się do mnie uśmiechnął, a blondynka podała rękę.
- Wchodzicie do środka.- powiedziałam i ich wpuściłam. - Nikki zawołaj ciocię.- powiedziałam, a mała pobiegła do salonu. My poszliśmy do kuchni.
- Miałam właśnie robić naleśniki. Skuście się?- zapytałam.
- Jak twoje to zawszę.- powiedział uśmiechnięty Ross.
- Już nie przesadzaj twoje są lepsze. Emily, a ty?- próbowałam być miła, chodzi nie za dobrze mi to wychodziło.
- Nie dzięki jestem na diecie.- powiedziała jak jakaś dama i złapała blondyna za rękę. Po chwili do kuchni wbiegła Nikola.
- Gdzie ciocia?- spytałam.
- Powiedziała, że jak chcesz ją zabić to tylko i wyłącznie przy świadkach. Choć nie wiem co to znaczy.- powiedziała i usiadła Rossowi na kolanach.
- Vanessa dupa do góry chłoptasia za rękę i do kuchni natychmiast! Bo inaczej cie serio zabije!- krzyknęłam, a para była po chwili w kuchni. Jakie było zdziwienie Rikera i Rossa jak siebie zobaczyli.
- Co wy/ty tu robisz?- zapytali w tym samym czasie.
- Ja przyszedłem odwiedzić córkę, a Emily chciała ją poznać, a ty?- powiedział Ross na luzie.
- Ja przyszedłem zobaczyć się z Vanessą.- powiedział i objął. To był jego błąd, bo wam za to dala mu w pyśka.
- Widać, że nie za bardzo się  cieszy.- powiedziała śmieją się Emily.
- Ta, a Ross jakoś nie jest zadowolony z wizji życia u twojego boku.- powiedział starszy blondyn, a ja z Vanessą zaczęłyśmy się z tego śmiać.
- Odszczekaj to szczylu.- powiedziała groźnie.
- Nie mam zamiaru.- powiedział i dalej się śmiał.
- Rossy powiedz mu coś bo on mnie obraża.- powiedziała, a Ross sam się z tego śmiał. Serio ona jest taka głupia.
- Wiesz co Emily myślę, że on cie w ogóle nie obraził.- powiedziała Van zanosząc się śmiechem.
- Ross wychodzimy!- krzyknęła cała czerwona ze złości Emily.
- Ja nie chce, żeby tata już szedł.- powiedziałam Nikola ze łzami w oczach, a Ross i ja od razu spoważnieliśmy.
- Kochanie, ale ja nigdzie nie idę, nie płacz.- powiedział i ją przytulił, a ja uśmiechnęłam się lekko na ten widok.
- Rossy, ale ja tu nie będę siedzieć jak ktoś mnie obraża.- dalej mówiła swoje ta dziewoja.
- No to idź droga wolna.- powiedziała jej Van. Dziewczyna już się zamknęła i usiadła obrażona. Wreszcie zaczęłam robić naleśniki. Gdy już wszyscy byli najedzeni (oprócz Emily, bo nie jej takich tłustych rzeczy). Zaczęliśmy się bawić z Nikolom, znów bez Emily bo mówi, że nie chce się pobrudzić. Przecież to widać, że ona nie lubi dzieci, a Ross chce mać dużą rodzinę. Czemu jest z nią to ja nie wiem.
- Lau, Nikola usnęła.- z moich rozmyślań wybudził mnie cichy głos Rossa przy moim ucho. Nie kontrolując sama siebie uśmiechnęłam się.
 - Chodzi pokaże ci gdzie ją masz położyć.- powiedziałam i poszłam w stronę schodów, a on za mną. Gdy doszliśmy do pokoju małej blondyn położył ją na łóżku, a ja patrzyłam na to z uśmiechem. Ross w pewnym momencie stanął za mną i przytulił od tyłu.
- Na dole jest twoja narzeczona.- powiedziałam szeptem, choć nie chciałam, żeby mnie puszczał.
- Ona i tak tutaj nie wejdzie.- powiedział mi na ucho i pocałował w kark. Było mi w jego ramionach tak dobrze jak nigdy. Znów czułam się bezpiecznie. Moje prze myślenia znów przerwał chłopak. Tylko tym razem odwracając mnie do siebie przodem.
- Kocham cię.- szepnął mi na ucho i mnie pocałował. Całowaliśmy się zupełnie inaczej niż w jego gabinecie. Teraz całowaliśmy się delikatnie. Całowalibyśmy się zapewne dłużej gdyby nie kroki na schodach. Szybko się od siebie oderwaliśmy. Jak się okazało była to Van, którą przysłała Emily. Szybko zeszliśmy na dół. Chłopaki i ta wiedźma zaczęli się zbierać. Riker mnie przytulił, a Vanesse pocałował w policzek. Coś się tu kroi. Ross za to Ness przytulił, a mnie przytulił szepcząc na ucho ciche "Kocham cię" i jeszcze mnie pocałował w policzek. Mam nadzieje, że nikt nie widział moich rumieńców bo by było źle.
- Lau co jest między tobą, a tą blond wycieraczką?- zapytała, gdy już wyszli.
- Mogę cię zapytać o to samo, a teraz idę spać. Dobranoc.- powiedziałam i poszłam do góry.
- Mów co chcesz ja i tak wiem swoje!- usłyszałam jeszcze głos Vanki i poszłam do łazienki. Szybko się umyłam i poszłam spać.
~*~
Hej rozdział mam nadzieje, że wam się podobał, ale nie o tym chciałam powiedzieć. Chciałam przypomnieć o konkursie na OS. Tak sobie myślałam i doszłam do wniosku, że prze duże czas do 16 lutego, ponieważ jak na razie mam jedną prace, a bardzo mi zależy na tym, żebyście przysłali swoje prace. Nie muście prowadzić bloga, a ni nic. Tylko proszę przysyłajcie na ten adres: alex_rock00666@o2.pl. Proszę czekam do 16 lutego.

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 5

- Emily to narzeczona tego idioty. Nie mów, że ci nie powiedział.- Rydel popatrzyła na mnie jak na idiotkę. Ja nie mogłam w to uwierzyć. Jak to on ma narzeczoną, a non stop całował mnie i jeszcze nic nie powiedział.
- Nie, nie powiedział i pewnie by wcale nie powiedział.- powiedziałam patrząc na Rossa.
- To się bracie wkopałeś.- powiedziała Delly klepiąc go po ramieniu.
- Dzięki siostra.- powiedział z ironią cały czas patrząc na mnie.
- Ryd możesz nas zostawić samych, chce porozmawiać z Rossem?- zapytałam, a blondynka wzięła Nikole i wyszła na dwór.
- To kiedy chciałeś mi o tym powiedzieć?- zapytałam jak na razie spokojnie.
- Nie wiem.- powiedział.
- Tak myślałam bym się dowiedziała dopiero w tedy, gdyby przyszła do ciebie do biura lub tutaj.- mówiłam bardzo spokojnie. Co mnie samom dziwiło.
- Nie prawda bym ci powiedział, ale nie wiem kiedy. Jak na razie chciałem zobaczyć jakby to było gdybyś nie wyjechała.- powiedział, a ja już nic nie rozumiałam.
- Ty sobie chyba jaja robisz! Myślisz, że bym była twoją kochanką, albo lalką do zabawy!?- zaczęłam tracić już po woli nerwy.
- Nie, nie o to mi chodzi.- powiedział szybko.
- To o co bo ja chyba nie rozumiem.
- Ja chciałem zobaczyć czy jakbym nie był z Emily to czy bym mógł być z tobą.- powiedział, ale chyba sam tego nie rozumiał.
- Co?- zapytałam.
- W moich myślach to lepiej brzmiało.- powiedział jakby sam do siebie.
- Za ile bierzesz ten ślub?- zapytałam, chodzi tak na prawdę w ogóle mnie to nie interesowało.
- Za dwa miesiące.- powiedział nie pewnie.
- To fajnie ja będę już iść. Powiedz tylko, na którą jutro mam przyjść.- powiedziałam kierując się w stronę drzwi.
- Przecież możesz razem z Nikolom zostać na noc.- powiedział starając się mnie zatrzymać.
- Nie dzięki. Wole nie spotkać dzisiaj twojej narzeczonej.- powiedziałam i wyszłam. Przed domem czekała na mnie Rydel z moją córką. Gdy blondynka mnie zobaczyła kazała małej iść do samochodu, a sama do mnie podeszła i przytuliła. Wtuliłam się w nią jak najmocniej mogłam i się rozpłakałam. Jak się uspokoiłam poszłyśmy z blondynką do samochodu, gdzie była Nikola.
- Mamo, a czemu nie zostajemy u taty?- zapytała.
- Bo tata ma dużo pracy i nie możemy mu przeszkadzać.- powiedziałam uśmiechając się do niej.
- A jutro przyjdziesz razem z tatą po mnie?- zapytała, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Nie wiem kochanie, ale jak nie z tatą to z ciocią Rydel. Może być?- zapytałam, a Nikki pokiwała energicznie główką. Droga do mnie do domu nie trwała długo, ja już zdążyłam zapomnieć, że blondi jeździ jak wariatka.
- Nigdy więcej nie wsiądę z tobą do samochodu!- krzyknęłam jak otwierałam drzwi do domu.
- Bez przesady wcześniej gorzej jeździłam.- powiedziała i machnęła na to ręką.
- Nikki idź na górę porysuj, a ja z ciocią zrobimy coś do jedzenia.- powiedziałam, a Nikola szybko popędziła do góry.
- Fajną masz córkę.- powiedziała Delly przyglądając się jej rysunkom i zdjęciom na ścianie.
- Tak wiem. Tylko gorzej z jej ojcem.- powiedziałam i w momencie posmutniałam.
- Ej, nie przejmuj się tym blond-idiotą. Jak zobaczy co stracił to wróci.- powiedziała i mnie przytuliła.
- A kim ta Emily w ogóle jest?- zapytałam.
- Kiedyś pracowała jako jego sekretarka, ale rok temu odeszła, bo zaczęli się spotykać. Miesiąc temu on jej się oświadczył, ale nie sam z siebie. Tylko ona non stop gadała o tym, że chce już założyć rodzinę. On nie był za bardzo przekonany nadal myślał tylko o tobie, ale jak rodzice zaczęli mu mówić, że też najwyższy czas. Można powiedzieć, że został przyparty do ściany i nie miał innego wyjścia.- skończyła Ryd opowiadać tą historię, a ja nie mogłam w to uwierzyć.
- Jak to o mnie myślał?- zapytałam nie rozumiejąc tego przesłania.
- No normalnie. Zwierzał mi się, że wie, że ty w końcu wrócisz, a Emily to tylko taka odskocznia, ale jak każdy zaczął go cisnąć o tym, że ma się jej oświadczyć to nie wiedział co zrobić. I to w sumie ja mu doradziłam, żeby jej się oświadczył.- powiedziała, a ja nic nie rozumiała.
- Czemu przez ciebie?
- Ja mu poradziłam, żeby spróbował, bo nie wierzyłam, że tak nagle wrócisz, a Emily polubiłam. On na początku się na mnie wydarł, że jak mogę nie wierzyć w to, że moja przyjaciółka wróci, ale w końcu sam przestał w to powoli wierzyć, ale był przekonany, że jednak wrócisz.- powiedziała i spuściła głowę ze wstydu.
- Dobra nie ważne. Miał prawo ułożyć sobie życie, bo zostawiłam go cztery lata temu i nie dawałam, żadnych oznak życia. I nic już nas nie łączy oprócz pracy.- powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam.
- Łączy was jeszcze Nikola.- powiedziała blondynka.
- No tak to tylko Nikola i praca ewentualnie jeszcze przyjaciele, ale nic po za tym.- mówiłam cały czas ze sztucznym uśmiechem.
- To znaczy, że nie będziesz się z Rossem przyjaźnić tak jak przed tym jak zostaliście parą?- blondi szła w zaparte.
- Blondi daj mi już spokój.- powiedziałam ze śmiechem.
- Ja tylko chce ci udowodnić, że w brew pozorom dużo was łączy.- powiedziała i mnie przytuliła. Później zamówiłyśmy pizze bo nie chciało się nam nic robić. Delly musiała iść więc zostałam sama z Nikolom. Mała namówiła mnie na bajkę. Więc sobie z nią obejrzałam. Gdy bajka trwała, ktoś zadzwonił do drzwi.
~~*~~
Proszę rozdział dodaje dzisiaj bo na tygodniu chyba nic nowego się nie pojawi. Ferie mam dopiero za dwa tygodnie. Ja umrę w tej szkole, ale tyle dobrego, że już niedługo mam ferie. Mam nadzieje, że w ferie będę miała jak wstawiać rozdziały i wstawiać je będę częściej. To piszcie jak wam się podobają moje wypociny, a jak nie podobają to też piszcie.

sobota, 31 stycznia 2015

One Shot

Opowiem wam historie pewnej dziewczyny. Tą dziewczyną jest niejaka Laura Marano. To niewysoka brunetka, która ma 18 lat. Ma chłopaka, dla którego liczy się tylko sex, a ją traktuje jak lalkę do pieprzenia. Laura chodzi do 3 liceum. Miała problem z historią, ale od miesiąca udziela jej korepetycji nauczyciel historii. Jest to młody chłopak, który ma 23 lata. Jest to Ross Lynch. Jest bardzo przystojny i wszystkie jego uczennice się w nim kochają. On jednak nie zwraca na nie uwagi. Dobrze przejdźmy do rzeczy. Laura właśnie szykuje się na kolejne prywatne lekcje historii, ze swoim przystojnym nauczycielem. Lubi te lekcje, ponieważ może bez konsekwencji droczyć się z Rossem i nie musi mówić do niego na pan. Chodzi nigdy tego nie robi. Uważa, że to chore mówić do 23 letniego chłopaka. Na pan, a jeszcze bardzie jak jest tak nie wielka różnica wieku. Dotarła do domu Rossa i zapukała. Otworzył jej on we własnej osobie. Uśmiechnął się na jej widok.
- Dzień doberek.- powiedziała i też się do niego uśmiechnęła.
- Dzień dobry, zapraszam.- powiedział i wpuścił ją do środka. Dziewczyna szybko udała się do salonu.
- Chcesz coś do picia?- zapytał blondyn stając w przejściu do kuchni.
- Myślałam, że mamy się uczyć, a ty mnie chcesz opić. No nie ładnie.- powiedziała oburzona, a on zaśmiał się pod nosem.
- No niestety dzisiaj masz do wyboru albo soczek, albo wodę. Więc co wybierasz?- zapytał ponownie.
- To poproszę soczek.- powiedziała i rozsiadła się wygodnie na kanapie. Ross wrócił po dwóch minutach. Dając Laurze sok ich ręce się zetknęły. Przeszedł po nich przyjemny dreszcz, lecz szybko wycofali swoje ręce.
- To co dzisiaj przerabiamy?- zapytał przerywając cisze między nimi.
- Chyba to coś o wojnach.- powiedziała tym samym wywołując śmiech Rossa.
- Co cię tak cieszy?!- zapytała zdenerwowana.
- Nic już jest dobrze.- powiedział, ale nadal się śmiał.
- Dobra to ja się obrażam!- krzyknęła i pokazała mu język. Chłopak chcąc ją rozweselić zaczął ją łaskotać. Lau śmiała się jak nienormalna, ale nie tylko ona.
- Haha dobra przestań już!- krzyczała przez śmiech.
- Nie będziesz się już obrażała?- zapytał Ross nadal ją gilgotając.
- Nie będę!- krzyknęła, a on przestał ją torturować.
- Zabieramy się za lekcję.- powiedział blondyn i wyjął książkę. Lekcja trwała już dwie godziny, a Laura nadal nic nie pamiętała. Ross nigdy jej nie wypuszcza jak nic nie umie.
- Dziewczyno weź, że się skup bo do rana będziemy tutaj siedzieć!- krzyknął już zirytowany Ross.
- Nie krzycz na mnie!- krzyknęła dziewczyna i się od niego odsunęła.
- Przepraszam nie chciałem. Tylko dziwi mnie to, że nadal nic nie pamiętasz. Zawsze już po pierwszej godzinie wszystko rozumiesz, a dzisiaj po dwóch i ani jednej daty.- powiedział, a brunetka na niego spojrzała.
- Nie wiem co mi jest. Nie mogę się skupić gdy ciągle się na mnie gapisz.- powiedziała Lau, a blondyn się zarumienił. To była prawda tego dnia Ross, ani na chwilę nie spuścił oka z brunetki. Co ją strasznie rozpraszało.
- Już nie będę.- powiedział zawstydzony.
- Ładnie się rumienisz.- powiedziała Laura.
- Ty za to masz piękne oczy.- powiedział patrząc na nią. Lau zaraz zrobiła się cała czerwona. - I ładnie się rumienisz również.- dodał, a dziewczyna szybko spuściła głowę.
- Nie zawstydzaj mnie.- powiedziała szeptem. Ross tylko się słodko uśmiechnął.
- Czemu przecież ja mówię samą prawdę?- brnął w to dalej odrobinę przysuwając się do Laury.
- Czy pan mnie podrywa?- Lau postanowiła pobawić się razem z nim i też odrobinę się do niego przysunęła.
- Ja nie. No może tak troszeczkę.- powiedział i o kolejne kilka centymetrów się do niej przysunął.
- Ale tak nie można!- krzyknęła, ale sama się do niego przysunęła. byli już tylko kilka milimetrów od siebie. Popatrzyli sobie w oczy i zatonęli w swoich oczach. Zaczęli się do siebie zbliżać. Dobrze wiedzieli jak to się skończy. Jednak, ani na chwilę nie przestali się do siebie zbliżać. W końcu Ross wykonał ostatni ruch i złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Czuli się jak w niebie. Oboje w tedy zrozumieli, że się kochają. Całowali się coraz namiętniej. Gdy Laura chciała się oderwać on pogłębił pocałunek. W końcu się od siebie oderwali. Brunetka popatrzyła na niego przerażona. Wyszeptała ciche "przepraszam" i wybiegła z jego domu. Biegła przed siebie w ogóle nie myśląc gdzie biegnie. Myślała o tym co wydarzyło się w domu blondyna. Jak mogła do tego dopuścić. Dobiegła do domu swojego chłopka. Weszła bez pukania i pobiegła do jego sypialni. To co tam zobaczyła bardzo ją zaskoczyło. O tuż zastała tam swojego jeszcze chłopaka uprawiającego sex z narzeczoną Rossa.
- Laura, co ty tu robisz?!- Krzyknął zdziwiony jej wizytą.
- Przyszłam coś zrobić, a to- pokazała rękami na łóżko- ułatwia mi tylko sprawę. Z nami koniec!- krzyknęła i chciała wyjść, ale zatrzymał ją głos chłopka.
- Ale jak koniec?- zapytał zdziwiony.
- Normalnie nie rozumiesz po ludzku. Nie chcę cie znacz.- powiedziała i wyszła. Zdziwiło ją to, że wcale nie czuła bólu tylko ulgę. Jakby pozbyła się ciężkiego bagażu. Szybko udała się po domu. Nie spała przez całą moc, bo myślała tylko o swoim nauczycielu, który zawrócił jej w głowie. Następnego dnia w szkole próbowała unikać jakiegokolwiek spotkania z Rossem więc siedziała w łazience, a na historię w ogóle nie przyszła. Tak było przez miesiąc. W końcu musiała iść na historię, żeby jej nie oblać. Weszła do klasy, ale bardzo się zdziwiła, że na miejscu nauczyciela nie było przystojnego blondyna. Tylko stary zgred, który miał minę starego pedofila.
- O jak miło, że panna Marano zaszczyciła nas swoją obecnością. Siadaj.- powiedział oschle, a ona pokazała mu środkowy palec. Usiadła obok swojej przyjaciółki.
- Gdzie jest Ross?- zapytała szeptem.
- To ty nie wiesz? Zwolnił się miesiąc temu, ale nikt nie wiem z jakiego powodu. Chodzą plotki, że go wywalili bo sypia z uczennicami.- powiedziała jej koleżanka.
- To nie prawda!- krzyknęła na całą klasę i z niej wybiegła. Minęło pół roku. Ross ani Laura nie widzieli się od pamiętnego pocałunku. Dziewczyna była święcie przekonana, że jest już po ślubie ze swoją narzeczoną. Już prawie o nim zapominała. Nadszedł dzień balu dla ostatnich klas. Laura nie spodziewała się, że na bal pójdzie sama, ale niestety tak jest. Na balu bardzo dobrze się bawiła. Już w ogóle nie myślała o niejakim blondynie imieniem Ross. Nie wiedziała tylko, że dzisiaj wydarzy się coś co zapamięta do końca życia. W pewnym momencie postanowiła się przewietrzyć. Wyszła przed budynek. Siedziała przez chwile z opuszczoną głową myśląc o tym co by teraz było gdyby nie uciekła od Ross. Jej myśli przerwał odgłos samochodu, który właśnie podjechał pod szkołę. Podniosła głowę i zobaczyła przed sobą dobrze jej znane auto. Po chwili wysiadł z niego przystojny blondyn imieniem Ross. Zauważył dziewczynę i do niej szybko podszedł.

- Hej.- powiedział siadając koło niej na ławce. Laura spojrzała na niego, ze łzami w oczach.
- Hej. Tylko głupie "hej" masz mi do powiedzenia?!- zaczęła na niego się drzeć.
- Ejj, o co ci chodzi?- zapytał nie rozumiejąc wybuchu dziewczyny.
- Ty się jeszcze pytasz! Chodzi mi o to, że najpierw mnie w sobie rozkochałeś, a później zniknąłeś na pół roku. Gdy zdążyłam już o tobie prawie zapomnieć to się pojawiasz i mówisz głupie "hej"! O to właśnie mi chodzi!!- Lau zaczęła płakać. Chłopak widząc to od razu ją przytulił. Ona na początku się w niego wtuliła, ale po chwili znów odsunęła.
- Zostaw mnie!! Słyszysz nie chce cię znać!! Idzi do swojej narzeczonej, która pieprzy się z pierwszym lepszym na ulicy!!- powiedziała, a bardziej krzyknęła znów.
- Ja już nie mam narzeczonej. Zerwałem z nią pół roku temu.- powiedział spokojnie blondyn. Lau już się trochę uspokoiła i spojrzała na niego uważnie.
- Czemu? Czemu w ogóle odszedłeś ze szkoły?- zapytała, bo to jej najbardziej nie dawało spokoju.
- Złamałem zasady. Zakochałem się w swojej uczennicy. Nie dałbym rady pracować z myślą, że coś mnie z nią łączy lub może łączyć. I jakby się dowiedzieli sami by mnie zwolnili, więc wolałem sam odejść.- powiedział i uśmiechnął się do Lari. Ona jednak nie zrozumiała przesłania.
- To czemu siedzisz tu ze mną, a nie pójdziesz  do niej?- zapytała poważnie, ale dało się wyczuć u niej smutek. Ross zaśmiał się cicho pod nosem. - Z czego się śmiejesz ja mówię poważnie.- dodała.
- Ty serio nie rozumiesz?- spytał dalej się śmiejąc.
- No nie za bardzo.- powiedziała już trochę zła.
- Chodzi o ciebie głuptasku. To w tobie się zakochałem i ciebie nadal kocham. Dlatego tu dzisiaj przyjechałem. Musiałem ci w końcu to powiedzieć. Nikogo tak nie kochałem jak ciebie. Jesteś dla mnie powietrzem. Bez ciebie moje życie nie ma sensu. Te pół roku było dla mnie koszmarem. Kocham Cię!!- powiedział Ross, a Laura nie wiedząc co zrobić po prostu go pocałowała. Blondyn trochę zdziwił się tym gestem, ale tylko na chwile bo po sekundzie zaczął oddawać wszystkie pieszczoty dziewczyny. Całowali się bardzo długo i namiętnie. Ten pocałunek wcale nie przypominała tego pierwszego. Ten był bardziej odważniejszy i wkładali w tego "całusa" całych siebie, i całą miłość do siebie. Oderwali się od siebie, gdy zabrakło im już powietrza.
- Kocham cię.- szepnęła mu brunetka na ucho, a on znów ją pocałował.
Od tej pory byli już razem. Dwa lata później wzięli ślub. Mają córeczkę o imieniu Nicola. Są szczęśliwym małżeństwem, które spodziewa się kolejnego dziecka.
~~*~~
Hahaha, napisałam tego OS na konkurs na tym blogu: http://mydilemma-raura.blogspot.com/. Więc tak dodaje tak wcześnie po później nie będę miała czasu. Mam nadzieje, że się nie zawiedliście na czyś tam u góry. Przypominam o konkursie na OS bo jak na razie to mam jeden. Więc wysyłajcie. Błagam.

czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 4

- Musisz się tak skradać?- zapytałam nawet się nie odwracając.
- Tak.- powiedział, a raczej szepnął mi na ucho. Zaczął po chwili całować mnie po szyj.
- Ross dziecko jest za ścianą.- powiedziałam odsuwając się od niego.
- Czemu przed wyjazdem nie powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży?- zapytała, a mnie zatkało. Skąd on wie, że Nikki to jego córka.
- Skąd ty to wiesz?- zapytałam odwracając się do niego twarzą.
- Bo jest do mnie podobna, a cztery lata temu byłaś ze mną.- odpowiedział jakby mówił to codziennie.
- Może dlatego, że bałam się twojej reakcji. W tedy jeszcze do zakładania rodziny ci się nie spieszyło. I musiałam wyjechać nie miałam innego wyjścia.- wytłumaczyłam mu.
- Mogłaś powiedzieć mi prawdę i zostać.- powiedział i się do mnie przysunął. Już chciał mnie pocałować, ale przerwał mu dzwonek do drzwi.
- Pójdź otworzyć, a ja pójdę zobaczyć co robi Nikki.- powiedział i poszedł do salonu, a ja w stronę drzwi. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam tam tą dziewczynę z biura blondyna.
- Dzień dobry. Czy jest Ross?- zapytała uśmiechając się.
- Jasne już go wołam. Ross do ciebie!!- krzyknęłam, a po chwili pojawił się roześmiany Ross z Nikolom na rękach.
- Monica, co tu robisz?- zapytał nadal się śmiejąc pod nosem.
- Przyniosłam te dokumenty, które chciałeś jeszcze dzisiaj.- powiedziała i podała mu jakieś papiery.
- Tato, kim jest ta pani?- spytała Nikola pokazując palcem na Monicę.
- Nikki nie pokazuje się palcem.- trzepnęłam jej palec na co ona się zaśmiała razem z całym towarzystwem.
- Jestem Monica. Pracuje razem z twoim tatą i mamą.- powiedziała blondynka i się do niej uśmiechnęła.
- Jak chcesz to jutro możemy cię tam zabrać.- powiedział Ross.
- Jutro nie bo obiecałam Mattowi, że nauczę go rysować.- powiedziała, a blondyn spojrzał na nią z niedowierzaniem, ale nic się nie odezwał.
- To ja już pójdę. Do jutra.- powiedziała Monica i poszła. Zamknęłam za nią drzwi, a Nikki pobiegła do salonu. Ross jak cień poszedł za mną.
- Będziesz tak na de mną stał?- zapytałam.
- Mogę też robić to.- powiedział i zaczął mnie całować po szyj znów. Przerwał mu kolejny raz dzwonek do drzwi. Tym razem Nikola nas wyprzedziła i to ona otworzyła drzwi. Poszliśmy zobaczyć, kto przyszedł.
- Dzień dobry, kim pani jest?- zapytała mała.
- Cześć, jestem Rydel siostra Rossa.- odpowiedziała jej trochę zmieszana blondynka, ale się uśmiechała.
- Fajnie, a ja jestem Nikola.
- A mogę wejść?- zapytała Delly, a my się schowaliśmy w kuchni. Po chwili weszła do pomieszczenie blondynka imieniem Rydel. Jakie było jej zdziwienie jak mnie zobaczyła. Myślałam, że zaraz jej oczy z orbit wyjdą.
- Delly siostra żyjesz?- zaczął jej machać przed oczami ręką.
- Bierz tą łapę, bo ci ją odgryzę.- warknęła przez zęby blondynka. - Lari, to naprawdę ty?- zapytała Rydel.
- Na to wygląda.- powiedziałam, a Ross się zaśmiał. Dziewczyna ignorując swojego brata podeszła do mnie i mocno przytuliła, a ja to oczywiście odwzajemniłam.
- Mamusiu głodna jestem.- powiedziała Nikola wchodząc do kuchni.
- To twoja córka, a kto jest tatą tej ślicznotki?- zapytała Ryd, a dziewczynka się słodko uśmiechnęła.
- Tak. Wiem, że jest śliczna, a jej ojciec stoi obok ciebie.- powiedziałam, a dziewczyna się nieźle zdziwiła.
- I jak siostra dobrze się spisałem co nie?- zapytał chłopak, a ja się cicho zaśmiałam, ale widząc minę blondynki przestałam.
- Dells co się stało?- spytałam trochę przerażona.
- Nic po prostu zastanawiam się jak na to zareaguje Emily.-powiedziała patrząc wymownie na Rossa.
- Ja chyba czegoś nie rozumiem, kim do cholery jest Emily?- zapytałam nie kryjąc zdenerwowania.
~~*~~
Tak wiem rozdział do dupy jak zawsze, ale przynajmniej jest. Mam nadzieję, że wam się podoba. Piszcie w komentarzach jak myślicie kim jest Emily? Jestem ciekawa czy odgadniecie. Następny rozdział pojawi się po ogłoszeniu wyników na OS. Więc od razu przypominam o konkursie. Więcej informacji na ten temat znajdziecie pod spodem. Więc komentujcie jeśli wam się podoba, a jak się nie podoba to też, a co tam krytykę też przyjmę. Nie zanudzam więcej bo idę robić co innego. Papa.

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 3

- Dobra masz jakieś specjalne życzenia, żebym cię tam zawiózł. Czy jedziemy do mnie?- zapytał, a ja teraz przypomniałam sobie o Nikoli.
- Tak jakbyś mógł to do przedszkola.- błagam tylko o nic nie pytaj.
- To w drogę wskakuj.- powiedział otwierając mi drzwi. Uśmiechnęłam się do niego dziękująco i wsiałam. Jak jechaliśmy to gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Gdy dojechaliśmy szybko wysiadłam i pobiegłam po córkę. Ross oczywiście się uparł, że poczeka, bo musi mi udowodnić, że sam mieszka.
- Mama!!!- krzyknęła Nikola jak mnie tylko zobaczyła. - Czemu tak długo cię nie było?- zapytała.
- Przepraszam, ale musiałam coś załatwić, a teraz zbieraj się szybko i idziemy.- powiedziałam puszczając moją kruszynkę. Gdy już się przebrała wyszliśmy przed budynek, gdzie czekał Ross tak jak obiecał. Podeszłyśmy do niego.
- Cześć. Jestem Ross, a ty ślicznotko?- zapytał chłopak kucając przy małej, która zaczęła się wstydzić.
- Kochanie nie wstyć się.- powiedziałam do niej z uśmiechem.
- Jestem Nikola.- powiedziała, ale nie śmiało.
- Powiem ci coś w tajemnicy dobrze?- zapytał blondyn.
- Dobrze.- odpowiedziała już pewniej.
- Masz bardzo ładną mamę i ty też jesteś śliczna.- powiedział i się do nas uśmiechnął, a ja się zarumieniłam zresztą jak zawszę.
- Ale mi tajemnica, wiem że taj jest.- powiedziała i machnęła rączką.
- Dobra to jedziemy czy nie?- zapytałam.
- Jedziemy, wsiadać załoga.- zaśmiał się Ross i wziął małą na ręce wsadzając do samochodu. Później i mi otworzył drzwi. Podróż nie trwała długo, a tym bardziej jak dziewczynka i dorosły chłopak śpiewają piosenki dla dzieci.
- Ejj, to nie było śmieszne!- oburzył się Ross jak po raz setny włączyłam sobie nagranie z ich "koncertu".
- Ależ było.- powiedziałam i wysiadłam z samochodu.
- Mamusiu, to nie jest nasz dom.- powiedziała zdziwiona Nikky.
- Tak bo jesteśmy u Rossa.- powiedziałam blondynce, a blondyn o którym była mowa właśnie wyłonił się z garażu.
- Zapraszam do środka.- powiedział otwierając drzwi.
- Masz jakieś bajki?- zapytała Nikola.
- Tak chodzi, wybierzesz  sobie coś.- powiedział i zabrał małą do salonu. Ja w tym czasie poszłam do kuchni zobaczyćco blondyn ma w lodówce i tak jak się spodziewałam tylko światło.
- Ross przydało by cię się zrobić zakupy!- krzyknęłam, a chłopak zaraz pojawił się za mną.
- No fakt.- powiedział tuż nad moim uchem.
~*~
Tak wiem rozdział nie jest wspaniały, ale cóż. Piszcie jak wam się podoba i czy w ogóle jest sens dalej prowadzić tego bloga. Jak chcecie to wpadajcie na mojego drugiego bloga: http://a-dreamer-fell-down.blogspot.com/. To tyle ode mnie komentujcie.

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 2

- Laura, moja Laura?- zapytał mnie chłopak.
- Na to wygląda.- powiedziałam, a on dalej stał. Gdy zrozumiał, że to nie jest sen podszedł do mnie i mocno przytulił.
- Też się cieszę, że cię widzie, ale nie musisz mnie dusić Ross.- powiedziałam ze śmiechem.
- Przepraszam bardzo, ale ja tu umierałem z tęsknoty, a ty nie pozwalasz się przytulić.- powiedział oburzony i mnie puścił.
- Jeszcze żyjesz, więc nie jest tak źle.- zaczęłam się z nim droczyć.
- Wiesz co teraz to się obrażam.- powiedział i podszedł do biurka, a ja zaczęłam się śmiać. - Co cię tak bawi?- zapytał, ale sam też zaczął się śmiać.
- Ty, bo nic się nie zmieniłeś. Jesteś zupełnie taki jak cztery lata temu.- powiedziałam i podeszłam do niego.
- No nie zupełnie. Mam własną firmę i mieszkanie.- powiedział kładąc swoje ręce na moich biodrach.
- Na prawdę nie uwierzę puki nie zobaczę.- zaśmiałam się i zarzuciłam mu ręce na szyję.
- To mogę ci pokazać nawet dzisiaj. Chcesz?- zapytał przysuwając mnie bliżej siebie.
- Wiesz nie wiem czy będę miała czas.- powiedziałam, a on się zaśmiał.
- To ci go znajdziemy.- uśmiechnął się i chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam. popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nie jesteśmy już razem, a po drugie przyszłam tu w sprawie pracy.- powiedziałam, a on posmutniał, albo mi się wydawało.
- Więc już ją masz.- uśmiechnął się do mnie.
- Serio. To chyba nie tak działa.- popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- No tak, wiem przecież o tobie wszystko.- powiedział jakby to było normalne. "A jednak nie wszystko" pomyślałam.
- Więc co mam robić szefie?- zapytałam słodko się uśmiechając.
- Nic na dzisiaj ty i ja kończymy pracę.- uśmiechnął się tajemniczo.
- Ale tak nie można szefie.- zaczęłam się z nim droczyć.
- Mi wszystko wolno.- uśmiechnął się znów i założył marynarkę. po czym wyszliśmy z jego gabinetu.
- To szef już wychodzi?- zapytała ta dziewczyna, która mnie wpuściła.
-Tak. Poznaj to twoja nowa współpracownica Laura, a teraz wychodzimy.- powiedział i wziął mnie za rękę. Udało mi się jeszcze zobaczyć jak blondynka się do mnie uśmiecha.

~*~
 Dobra kochani rozdział jest trochę dłuższy. Więc jest okay. Mam nadzieję, że wam się podoba i nie bujdzie się sielanki jak na razie nie będzie. Tak więc powodzenia jutro w szkole. Mamo ja nie chcę. Proszę zostawcie jakiegoś koma. Więc tyle miłego wieczoru.