sobota, 21 marca 2015

Rozdział 11

Rano obudziłam się bardzo wcześnie, ale nie to mnie tak bardzo zdziwiło jak to, że nie było ze mną Rossa. Postanowiłam się tym nie przejmować i wstałam z łóżka. Zapominając o tym, że jestem naga. Szybko założyłam na siebie bieliznę i koszule blondyna. Gdy schodziłam na dół zajrzałam jeszcze do pokoju Nikoli, ale ona jeszcze sobie spała razem z Toffikiem. Weszłam do kuchni, a tam tak jak się spodziewałam był Ross. Robił jak mi się dobrze wydaje naleśniki. Oparłam się o futrynę drzwi i chwile mu się przyjrzałam. Miał na sobie tylko bokserki i spodnie, które z resztą mu spadały. Chyba mnie nie zauważył, bo nawet się nie odwrócił. Więc postanowiłam to wykorzystać. Podeszłam do niego bardzo cicho i przytuliłam go od tyłu. Jakie było moje zaskoczenie jak się w ogóle nie zdziwił, ani nie przestraszył.
- Lau jak chciałaś mnie przestraszyć to trzeba było wymyślić coś straszniejszego.- powiedział ze śmiechem, nawet się nie odwracając.
- Haha, bardzo śmieszne. Co będzie na śniadanie?- zapytałam, a blondyn dopiero teraz na mnie spojrzał. I tak troszeczkę się zawiesił. Poczekałam tak trochę i wcale mi to by nie przeszkadzało, ale pięć minut to już przesada. Zaczęłam mu machać przed oczami, ale on nadal nawet nie mrugał. Zaczęłam się już denerwować więc nic chyba dziwnego, że walnęłam go z liścia.
- Auu!! Za co?- zapytał tak jakby serio nie wiedział.
- Było się na mnie nie gapić przez dziesięć minut.- powiedziałam, a on nadal trzymał się za policzek.
- To nie moja wina, że się tak ubrałaś.- powiedział łapiąc mnie za talie.
- To nie upoważnia cie do gapienia się na mnie.- postanowiłam się trochę z nim podroczyć.
- Wczoraj jakoś ci to nie przeszkadzało.- zaczął się ze mnie śmiać.
- To był cios po niżej pasa.- powiedziałam robiąc smutną minę.
- Kochanie, ale to jest szczera prawda.- powiedział i się do mnie przybliżył.
- Weź się ode mnie odsuń!- powiedziałam odpychając go ode mnie.
- Laura weź się nie wygłupiaj.- powiedział znów mnie do siebie przysuwając. Ja się cicho zaśmiałam i znowu go odepchnęłam. Tak droczyliśmy się jakieś piętnaście dopóki Ross się nie znudził. Wtedy przyciągnął mnie do siebie i nie czekając na to czy to mi się podoba czy nie po prostu mnie pocałował. Ja już się nie wyrywałam tylko oddałam pocałunek. Nasz pocałunek z minuty na minute stawał się coraz bardziej namiętny. Chłopak w pewnym momencie podniósł mnie do góry i posadził na blacie. Ja za to wplotłam palce w jego miękkie włosy. Ross zaczął powoli rozpinać guziki koszuli, którą miałam na sobie. Już chciał ją zdjąć, ale mu przerwałam.
- Co jest?- zapytał patrząc na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Nikola zaraz wstanie, a po za tym to co było wczoraj musi ci wystarczyć.- powiedziałam i zeskoczył z blatu zapinając koszule.
- Jeszcze się przekonamy kochana.- uśmiechnął się do mnie, a ja pokazałam mu język.
- Lepiej uważaj, bo spalisz naleśniki.- zaczęłam się śmiać, a on popatrzył na mnie jak na idiotkę bo już dawno wyłączył ogień. Ja nic już nie mówiłam i odwracając się na pięcie poszłam się ubrać jak normalny człowiek, który ma małe dziecko w domu. Ja byłam w pokoju to zobaczyłam, że Rossa telefon wibruje. Z ciekawość zobaczyłam kto do niego dzwoni. Jakie było moje zdziwienie jak na wyświetlaczu pisało Emily. W sumie nie powinno mnie to dziwić, bo to przecież jego narzeczona, ale jednak. Może dlatego, że miała być u siostry przez dwa tygodnie. Bardzo mnie ciekawiło co też chciała powiedzieć blondynowi, ale jednak postanowiłam nie odbierać. Szybko zabrałam jakieś ciuchy i poszłam do łazienki się umyć. Tam szybko się ubrałam i zrobiłam to co zazwyczaj robi się rano w łazience. Jak zeszłam na dół to moja mała księżniczka była w kuchni i karmiła Toffika.
- Mama, zobacz Toffik je mi z rączki.- powiedziała jak tylko mnie zobaczyła. Nie powiedziała tego jak każde inne zdanie. Tylko tak inaczej z taką radością w głosie.
- Widzę kochanie.- nie mogłam się nie uśmiechnąć na widok mojej córki takiej szczęśliwej jaj nigdy. Jednak o czymś mi się przypomniało.
- Ross telefon ci dzwonił jak byłam na górze tylko nie zdążyłam cie zawołać.- powiedziałam do chłopaka.
- Dobra później sprawdzę co było takie ważne, a teraz zapraszam do stołu.- powiedział stawiając na stole duży talerz naleśników.
- Tatusiu muszę ci powiedzieć, że się postarałeś.- powiedziała nadal wesolutka Nikola i szybko zabrała się za zjadanie naleśników.
~ Oczami Emily ~
Jestem już w domu od wczoraj, a Rossa jak nie było tak nie ma. Nie odbiera ode mnie telefonu. Jak coś mu się stało to co ja zrobię. Jeszcze nie byłam w tej jego wielkie firmie. Może mi tam coś powiedzą co się dzieje z moim kochanym Rossy. Jak już tak dotarłam to chciałam jak najszybciej wyjść. Czemu? Temu, że była tam sama Monica. Ta jędza jedna. Już bym wolała tą całą Marano. Choć nie jestem pewno, bo Marano chce mi zabrać Rossiego, a Monica ma tego bruneta. Starszego brata Rossiego. Tylko nie pamiętam jak on ma na imię no nie ważne.
- O co za miła niespodzianka. Co cie do nas sprowadza?- powiedziała blondi jak mnie zobaczyła.
- Przyszłam do Rossa jest u siebie?- zapytałam od niechcenia nawet na nią nie patrząc.
- Nie, nie ma.- powiedziała z miną 'wypierdalaj'.
- Jak to nie ma?- zapytałam, a ona spojrzałam na mnie jak na idiotkę.
- Nie rozumiesz słowa nie ma. Może miał cie już dość i postanowił uciec jak najdalej stąd.- powiedziała, a ja myślałam, że zaraz jej przywalę. Choć nie paznokcie dopiero miałam robione. Więc przywalenie jej odpada.
- Ty szmato. Jak ty możesz się tak do mnie odzywać. Ja jeszcze mogę na ciebie tak Rossowi nagadać, że to będzie ostatni dzień w tym biurze.- powiedziałam groźnie, a ta dziwka tylko się zaczęła głupio śmiać.
- Złociutka jakby Ross słuchał ciebie, kto ma tu pracować to firma już dawno by nie istniała. Na szczęście Ross tych na których nagadałaś przeniósł tylko na inne piętro, żebyś ich nie widziała i żeby on żył sobie w spokoju. Więc tak naprawdę gówno możesz. I z tego co wiem to twój kochany blondasek jest na urlopie, a gdzie i z kim to już nie do mnie. Wiesz już wszystko więc już dowodzenia pani i mam nadzieje, że pomogłam.- wypchnęła mnie za drzwi, a ja postanowiłam pójść do Rydel. Może ona wie gdzie jest mój Rossy i z kim. Szybko dotarłam do biura blondynki. Jak mnie zobaczyła zrobiła przerażoną minę.
- Hej Em, co tam u ciebie?- zapytała tym swoim wesołym głosem.
- Hej Dells. Chciałam się zapytać czy przypadkiem nie wiesz gdzie jest Ross.- powiedziała siadając na przeciw blondynki. Ona tylko uśmiechnęła się niemrawo.
- Wiesz Emily, że nie mam zielonego pojęcia. Coś mówił o urlopie, i że zamierza jak najszybciej na niego pojechać, ale gdzie i z kim to już nie wiem. Może spróbuj do niego zadzwonić.- powiedziała zakłopotana. Wiedziałam, że wie dobrze, gdzie jest Rossy i z kim, ale ich kryje. Nie ważne sama się dowiem.
- Dziękuje za rade zaraz do niego zadzwonię. No to tyle już nie przeszkadzam i zmykam do domu. Pa.- powiedziałam i szybko opuściłam to obrzydliwe miejsce. I pomyśleć, że na tu kiedyś pracowałam na trudno.
~ Oczami Laury ~
Dzisiaj nie chciało nam się ruszać więc zostaliśmy w domu. Dobrze, że jest ładna pogoda i basem przed domem. Ja się opalam, a Ross uczy Nikole pływać. Jak dla mnie to jest głupi pomysł, bo ona ma dopiero cztery lata. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon. Tylko tym razem mój. Na wyświetlaczy pojawił się numer Delly więc szybko odebrałam.
- Halo... A gdzie jakieś cześć, albo coś w tym stylu... No już lepiej... Co jak to... No dobra już mu mówię... Spokojnie będzie dobrze... No pa.- to co mi powiedziała blondynka nie mało mnie zdziwiło.
- Ross choć tu na chwile.- powiedziałam, a chłopaka wyszedł z wody razem z Nikolom.
- Kochanie idź pobawić się z Toffikiem, a mamusia porozmawia z tatusiem. Dobrze.- powiedziałam całując mała w czoło, a ona w podskokach zaczęła ganiać szczeniaczka.
- Mam się bać?- zapytał rozbawiony blondyn. Jednak mi nie było do śmiechu.
- No tak troszeczkę. Właśnie dzwoniła do mnie Rydel i powiedziała, że twoja narzeczona już wróciła, a jakby tego było mało to jeszcze pyta o ciebie wszystkich w firmie. I masz do niej zadzwonić, że wyjechałeś na parę dni do rodziców i już wracasz.- powiedziałam, a chłopak patrzył na mnie jakbym mówiła po chińsku.
- Żartujesz prawda?- zapytał przerażony.
- Nie, nie żartuje. To koniec naszych bajki. Pora wracać do rzeczywistość, w której nie jest tak kolorowo, i w której masz narzeczoną, ale nie jestem nią ja. Idę powiedzieć Nikoli, że wracamy już do domu, a ty zadzwoń do Emily.- powiedziałam i udałam się w stronę biegającej blondynki. Złapałam ją od tyłu i zaczęłam się z nią kręcić. Mała śmiała się bardzo radośnie jak nigdy. Widać, że przez te dwa dni była naprawdę szczęśliwa. Szkoda, że już muszę ją zabrać z tej krajny radość. W sumie sama bym chciała w niej zostać, ale cóż życie jest takie jakie jest i nic na to nie poradzimy. Tak się zamyśliłam, że zapomniałam się kręcić.
- Mamusiu coś się stało?- zapytała Nikola swoim słodkim głosem.
- Nie kochanie tylko musimy już wracać do domu.- powiedziała, a Nikola spojrzała na mnie swoimi smutnymi oczami.
- Musimy? Tu jest nam źle? Ja nie chce wracać.- dopytywała się, a ja nie potrafiłam jej odpowiedzieć.
- Kochanie musimy. Tu nie jest źle, ale pomyśl o cioci pewnie tęskni, a ja z tatą musimy wrócić do pracy.- powiedziała.
- Ale jak wrócimy do domu to już nie będzie tak fajnie jak tu. Nie będziemy się z tatą tak fajnie bawić i tata nie będzie miał dla mnie tyle czasu co tutaj. I ty nie będziesz ciągle uśmiechnięta. Tylko czasami. W sumie to i tak w LA więcej razy się uśmiechasz niż w NY.- powiedziała moja córka, a ja sama nie mogłam uwierzyć w to, że moja córka jest taka mądra i spostrzegawcza, a ma dopiero cztery latka.
- Kochanie tatuś zawsze znajdzie dla ciebie czas i będzie się z tobą bawił, a ja będę się ciągle uśmiechać, a teraz ty się uśmiechnij i pomyśl o tym, że Toffik w końcu zobaczy swój nowy dom. Co już lepiej?- zapytałam, a mała się uśmiechnęła i mocno mnie przytuliła, a ja ją.
- Kocham cię mamusiu.- powiedziała mi na ucho.
- Też cię kocham księżniczko.- powiedziałam i ją puściłam. - A teraz chodź idziemy spakować wszystkie rzeczy do samochodu i się przebrać co.- powiedziałam ze śmiechem, a Nikki tylko się zaśmiała biegnąc z pieskiem do domu. Jak wszystkie rzeczy były już w samochodzie. Postanowiłam iść po Rossa, który nadal siedział w domu. Nikola zajęła się żegnaniem ze wszystkim po kolej w domu. Więc mogłam chwile porozmawiać z blondynem.
- Ross co się dzieje. Odkąd ci powiedziałam o telefonie Ryd i o tym, że musimy wracać nie odezwałeś się do mnie słowem. Co się dzieje?- spytałam go patrząc na niego pytającym wzrokiem.
- Nic po prostu nie mogę uwierzyć w to, że to były tylko dwa dni i już nigdy więcej się nie powtórzą.- powiedział. Ja o tym wiedziała, ale w głębi duszy nadal mam nadzieje, że jednak nie weźmie tego ślubu z Emily, ale jego wypowiedź dała mi jasno do zrozumienia, że jednak byłam tylko jego zabawką na dwa dni. Tylko nadal nie wiem co tym chciał osiągnąć. Mam tylko nadzieje, że nie bawił się uczuciami Nikoli tak samo jak moimi. Bo ja to przeżyje już nie raz się na nim zawiodłam, ale gorzej będzie z małą. Nie chce, żeby cierpiała i to przez niego.
- Takie życie. Wszystko już spakowane możemy jechać.- powiedziałam udawanym spokojem i szybko wyszłam z pokoju.
- Mama Toffik zrobił kopkę.- powiedziała mała pokazując na kopę na podłodze. Zabrałam się do sprzątania tej kupki i jak już kończyłam przyszedł Ross.
- Co to?- zapytał widząc, że niosę w rękach coś.
- Kupka Toffika, bo mamusia ją posprzątała.- wyręczyła mnie w wypowiedzi Nikola.
- Kiepsko.- powiedział.
- Ciesz się, że tobie tego nie zostawiłam.- powiedziałam wycierając mokre ręce.
- Dobra moje dziewczyny wracamy do domu. Pakować się do samochodu.- powiedział blondyn, a my posuszni wsiadłyśmy do samochodu. Jakie było zdziwienie blondyna jak usiadłam z tyłu koło Nikoli.
- Lau, a ty nie wolisz siedzieć z przodu?
- Nie, bo pewnie i tak zaraz usne. Więc dobranoc.- powiedziałam poprawiając się wygodnie na siedzeniu, a Nikola się do mnie przytuliła. I miałam racje bo zaraz zasnęłam. Obudziłam się dopiero gdy Nikki zaczęła mnie szturchać, że już jesteśmy na miejscu. Nikola szybko pobiegła pokazać pieska Vance, a ja zostałam sam na sam z Rossem.
- Więc widzimy się jutro w pracy?- zapytałam.
- Tak.- odpowiedział patrząc na mnie takim dziwnym wzrokiem.
- To pa.- już chciałam odejść jak blondyn przyciągnął mnie do siebie i wpił w usta z taką pasją jak nigdy. Z przyjemnością oddałam pocałunek. Nie myślałam o tym, że Vanessa może nas zobaczyć. Czy ktokolwiek inny. Po prostu dałam się ponieść przyjemność. Po jakiś pięciu minutach chłopak się ode mnie odessał, a ja czułam to co zawsze czyli niedosyt, ale musiałam się opanować.
- Teraz możesz już mówić to swoje pa.- powiedział uśmiechając się do mnie szeroko.
- Pa.- powiedziałam całując go w policzek i zabierając swoje torby. Poszłam do domu. Jak już w nim byłam to wyjrzałam przez okno. Ross nadal tam jeszcze stał.
- No, no siostra nie wiedziałam, że kręcisz z zajętym kolesiem.- powiedziała uśmiechnięta Van.
- A gdzie jakieś cześć? I wcale z nim nie kręcę o co ci chodzi?- zapytałam bo miałam nadzieje, że stała w oknie i nie widziała tego całego zajścia.
- Cześć.- powiedziała i mnie mocno przytuliła. - Może stąd, że najpierw zabiera was na wakacje, daje Nikoli słodkiego pieska i z tego co mi mała opowiadała to nieźle między wami iskrzy.- powiedziała cała w skowronkach czarnowłosa.
- Dał Nikoli pieska, bo jest jej tatą i ma prawo, i wcale między nami nie iskrzy. On jest wierny Emily jak mało komu.- powiedziała choć było zupełnie inaczej, ale Vanessa jak narazie nie musi o tym wiedzieć.
- Dobra nie wnikam, ale idź już spać, bo widzie, że jesteś zmęczona.- powiedziała jak mama kiedyś i pocałowała mnie tak samo jak ona w czoło, a ja posuszni poszłam spać.

 ~*~
Hej, mam nadzieje, że mnie nie zabijecie za to, że rozdziału długo nie dodawałam, a jak już dodaje to taki bez sensu.

piątek, 20 marca 2015

NOTKA!!!!

Wiem przepraszam, że tak dawno nie było rozdziału i bardzo za to przepraszam, ale teraz muszę poprawić wszystkie oceny w szkole, a najgorsze jest to, że co rusz dokładają coś nowego. Jak mam trochę wolnego czasu to już jest bardzo późno i po prostu nie mam już siły nic napisać. Mam już co prawda początek napisany, ale mam nadzieje, że go dzisiaj w nocy skończę i jutro pojawi się nowy rozdział, a jak nie to postaram się na niedziele.
Chciałam was też powiadomić o tym, że założyłam nowego bloga o R5, ale mam nadzieje, że mile was zaskoczy, bo nie wiem może jest inny. Więc mam nadzieje, że na niego zajrzycie, że mnie nie zabijecie za brak rozdziału tutaj tak długo. Jeszcze raz was bardzo za to przepraszam i zapraszam na nowego bloga: http://will-be--strong.blogspot.com/

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 10

Tak jak obiecałam dzisiaj rozdział. Końcówkę napisała Karolina Marano za co jeszcze raz chce jej bardzo podziękować. Jak chcecie to wejdźcie na jej blogi bo są świetne: http://film-raura.blogspot.com/, http://bestfriendsandboys.blogspot.com/. To tyle ode mnie. Miłego czytania.
~*~

Spałam sobie, aż tu nagle poczułam coś mokrego i zimnego na twarzy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nikole, która ma pistolet na wodę i się słodko uśmiecha. Rossa, który stał w progu drzwi z kamerą i patrzył na nas ze śmiechem.
- Nikola kochanie. Daj mamusi ten pistolet.- powiedziałam wstając z łóżka. Nikola nic nie rozumiejąc podała mi pistolet, a ja się do niej uśmiechnęłam i popstrykałam wodą. Mała zaczęła się śmiać, a ja podeszłam do Rossa i zaczęłam go "podlewać".
- Nikola atak na mamę!- krzyknął chłopak odkładając kamerę na stolik. Nikola chyba zrozumiała przekaz swojego tatusia, bo wskoczyła mi na plecy, a ja ze śmiechem wywaliłam się na łóżko. Zaraz po tym dołączył do nas Ross, który zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam już wytrzymać z tego śmiechu.
- Nikola pomóż mamusi.- powiedziałam przez śmiech, a mała przez chwile się.zastanawiała czy mi pomóc i zdradzić blondyna, czy nie. W końcu chyba wybrała tą pierwszą. W skoczyła blondynowi na plecy i zaczęła go bić. Ross nic sobie z tego nie robił tylko złapał Nikole i ją też zaczął łaskotać. Korzystając z tego, że teraz chłopak zajął się bardziej Nikolom. Szybko się na niego rzuciłam przewracając tym samym.
- Nikki szybko daj mi pistolet.- powiedziałam, a dziewczynka szybko go podniosła i już chciała mi podać, ale blondyn jej nie pozwolił.
- Nikola nie. Nie możesz dać mamie bo to się źle dla was skończy.- powiedział, a najśmieszniejsze jest to, że Nikola w ogóle się tym nie przejęła i dała mi broń.
- Nie ja już nie mam po co żyć. Własna córka jest przeciwko mnie. Poddaje się tylko mnie nie zabijajcie. Błagam.- zaczął nad błagać.
- Nikola i co zabijamy czy robimy z niego niewolnika?- popatrzyłam na córkę, która śmiała się w najlepsze. Dawno taka szczęśliwa nie była.
- Niewolnika!- krzyknęła i wskoczyła na łóżko.
- To jak mam być niewolnikiem to zejdź z mojego brzucha babo.- powiedział i zepchnął mnie na łóżko.
- Nie za to to musisz zginąć!- krzyknęłam i zaczęłam lać na niego wodę z pistoletu. Chłopak się podniósł i niestety, ale zabrał mi moją broń.
- To był twój błąd kochanie.- powiedział i już miał mnie oblać, ale się woda skończyła.
- Tatusiu nie masz czym zabić mamusi.- powiedziała rozbawiona Nikola, a ja do niej dołączyłam. Ross tylko patrzył to na plastikowy pistolet to na siebie.
- Rossy skoro jesteś naszym niewolnikiem to zrobisz nam śniadanie.- powiedziałam jak się już uspokoiliśmy.
- Tak jest. To co sobie panie życzą?- spytał niczym urodzony kamerdyner. Spojrzałyśmy na siebie z Nikolom i uśmiechnęłyśmy się do siebie.
- Naleśniki!- krzyknęłyśmy razem, a chłopak tylko się zaśmiał i poszedł na dół. Ja z Nikolom zostałyśmy w łóżku. W pewnym momencie mała usiadła mi na kolanach.
- Kochanie co się stało?- zapytałam zdziwiona jej zachowaniem.
- Nic. Tylko fajnie tu jest.- powiedziała i się do mnie przytuliła.
- Tak bardzo fajnie.- powiedziałam uśmiechając się sama do siebie i przytulając do siebie mocniej moją małą księżniczkę.
- Dziewczyny chodzicie tu mam dla was niespodziankę!!- krzyknął z dołu Ross, a ja z Nikki szybko zeszłyśmy na dół.
- To gdzie ta niespodzianka?- zapytałam nie wiedząc nic.
- No w sumie. To bardziej niespodzianka dla Nikoli.- powiedział, a ja zaczęłam do niego podchodzić.
- To po co ja wychodziłam z tego ciepłego łóżka. Ty chyba serio chcesz dzisiaj zakończyć swój żywot.- powiedziałam, a on podniósł ręce z geście obrony.
- Mamusi zobacz jaki mały piesek jest pod stołem.- powiedziała Nikki, a ja popatrzyłam tylko zdziwiona na Rossa i podeszłam do dziewczynki.




Pod stałem spał sobie słodki mały szczeniaczek. Jak tylko poczuł, że jest obserwowany od razu podniósł swój łebek i zaczął machać wesoło ogonem. I jeszcze szybciej wyszedł z pod stołu. Nikola od razu porwała go na ręce. Ross podszedł do nas i kucnął przy małej i pogłaskał szczeniaczka po główce.
- To jak go nazwiesz?- zapytał patrząc na Nikole, która patrzyła na szczeniaczka maślanymi oczami.
- Taffik.- powiedziała i przytuliła blondyna. - Dziękuje. Kocham cie.- powiedziała to po raz pierwszy do Ross. Chłopak się tylko lekko uśmiechnął i przytulił ją mocniej.
- Też cie kocham maluchu.- powiedział i ją puścił. - Dobra myć łapki i zapraszam na śniadanie.- powiedział, a ja z Nikolom szybko usiadłyśmy do stołu.
- Toffik choć ty też coś dostaniesz.- zawołałam pieska, a on od razu przybiegł.
- Po śniadaniu zabieram was na wycieczkę.- powiedział Ross i nikt już się nie odzywał.
~oczami narratora~ nowość.
Ross i jego dwie dziewczyny właśnie szykowali się do wyjścia na wycieczkę, która jest kolejną niespodzianką od Rossa dla dziewczyn. Jednak chce się skupić teraz na tym co robi Emily. Więc Emily jest właśnie u swojej siostry w NY. Tylko nikt nie wie, że jej siotrą to przyjaciółka Vanessy. Emily się właśnie pakuje, bo się o tym dowiedziała.
- Emi, czekaj ja przecież nawet Laury nie znam. Nie przyjaźnie się z nią tylko z jej siostrą, która i tak teraz jest w LA.- jej siostra chciała ją zatrzymać, ale to nic nie dawało.
- Maggy proszę daj mi spokój! Przyjaźnisz się z siostrą dziewczyny, która próbuje mi zabrać Rossyego!- tak już od godziny darła się blondynka na swoją siostrę.
- No i co z tego. Ross i tak nigdy cie nie kochał. Kiedy ty to zrozumiesz, że on i tak cie zostawi, a teraz jak ma dziecko z Laurą. To już na sto procent. Zrozum to w końcu. Jedyną osobą z rodziny Rossa, która cie lubi, bo stara się lubić każdego jest Rydel. Przyjaźniłaś się z Monicą, którą nie wiem czemu kopnęłaś w dupę i zrobiłaś z niej szmatę. Ja cie nie poznaje. Gdzie jest moja kochana i przyjazna siostra? Bo ta suka, którą właśnie jesteś nią na pewno nie jest.- pierwszy raz Maggy powiedziała siostrze co tak naprawdę o niej myśli. Co z tego, że ona jest młodsza i jest u rodziców idealna. Skoro to co jej powiedziała Maggi jest prawdą. Emily kiedyś była kochaną osobą, która ze wszystkimi się przyjaźniła, ale to się z mieniło odkąd zakochała się w Rossie. I nie on jej nie zmienił. Tylko ona od początku wiedziała, że nie ma szans z Laurą, o której jej ukochany jej tyle opowiadał. Dobrze wiedziała, że jaj ona jednak wróci to straci go na zawsze. Dlatego tak namawiała go na ślub. Chciała się z nim jak najszybciej za niego wyjść, ale jednak jej plan się nie powiódł. Laura wróciła i to jeszcze z dzieckiem Rossa. Emily wtedy się totalnie załamała. Teraz nie wie co robić. Przyjechała do siostry tylko dlatego, że myślała, że ona jej pomoże. Jednak Maggi ma już serdecznie dość swojej siostry z charakterem suki. Chce, żeby wróciła jej słodka młodsza siostra, którą każdy kocha.
- Co ty niby jesteś lepsza tak. Wcale nie jesteś taką samą zimną suką jak ja. Mam ci przypomnieć jak odbijałaś swoim przyjaciółką chłopaków w szkole i jaką byłaś księżniczką. Nie mów mi, że nagle stałaś się taka życzliwa. Bo w to nigdy nie uwierzę. Zawsze byłaś suką bez serca, a ja tylko próbuje zrobić to samo co ty. Tylko ten głupi babsztyl nigdy nie będzie moją przyjaciółką, a Ross już nigdy na nią nawet nie spojrzy. Zniknie z życia Rossa i wszystkich Lynchów tak szybko jak się pojawiła.- powiedziała Emily kończąc pakować swoje walizki. Mag jednak musiała ją zatrzymać.
- Tak ja byłam suką. Nie ma co kłamać, ale zrozumiałam ile osób przez to zraniłam i straciłam osoby, które były dla mnie wszystkim, które kochałam. Już nigdy ich nie zobaczyłam. I żałuje tego najbardziej, że ich tak zraniłam i pozwoliłam odejść. Ty też byś się nad tym zastanowiła, bo inaczej stracisz Rossa nie tylko jako narzeczonego, ale też jako przyjaciela i Rydel, którą widzie, że polubiłaś, a od Lau radzie ci się trzymać z daleka. Bo o nią nie będzie walczył tylko Ross, ale też cała rodzina Lynchów, Monica i Vanessa. Więc lepiej się zastanów co tak naprawdę chce zrobić. Chcesz stracić to wszystko i miedź szansy Lynchom, żeby poznali prawdziwą ciebie i może nawet polubili. Proszę nie zrób tego samego błędy co ja. Zastanów się jeszcze nad tym.- Maggi próbowała wybić od zawsze głupie pomysły swojej siostrze, ale nigdy jej się to nie udało. Czy uda się jej tym razem się dowiemy. Emily nic nie powiedziała tylko szybko wyszła i ruszyła na lotnisko i wsiadła do samolotu lecącego do LA.
~ Oczami Laury ~
Ross zabrał nas na bardzo ładną polane. Gdzie wszędzie rosną kwiaty i płynie mały strumyk. Nikola tak się zachwyciła jak zobaczyła to miejsce, że oczy jej się zaświeciły, a Toffik zaczął biegać jak szalony. Za nim oczywiście moja córka. Teraz aktualnie już zaczyna się ściemniać. Nikola bawi się z Rossem i Toffikiem, a ja stoję pod drzewem i patrze się na zachód słońca. Na te piękne pomarańczowo-różowe plamy na niebie. To jest taki piękny widok, że nie da się od niego oderwać wzroku. Tak się zapatrzyłam, że nie zauważyłam, że ktoś za mną staje, a po chwili obejmuje w talii i przytula. Na początku się przestraszyła, ale po chwili poczułam znajomy zapach wybuchowej mieszanki Rossa. Znaczy pasta do zębów, perfumy i szampon do włosów. Nikt inny nie ma tak zabójczego połączenia jak Rossy.
- Zobacz jak pięknie to wygląda. Spokój cisza. Tylko nasza trójka. Znaczy czwórka na tej jednej polanie całkiem odcięć od świata. Czy tu nie jest pięknie?- zapytałam chłopaka nawet się do niego nie odwracając.
- Masz racje kotek. Tylko my i nic więcej mógłbym tu zostać na zawsze.- powiedział i pocałował mnie we włosy.
- Jesteś kochany wiesz?- zapytałam, a blondyn obrócił mnie sobie przodem.
- Myślałem, że powiesz coś innego.- powiedział robiąc minie szczeniaczka.
- Ale co bo nie wiem.- zaczęłam się z nim droczyć. Jak chce usłyszeć te dwa jakże magiczne słowa. To musi sam mi je pierwszy powiedzieć.
- Kocham cie.- powiedział uśmiechając się przy tym słodko.
- Też cie kocham mój głuptasie.- powiedziałam, a Ross dał mi słodkiego całusa. Całowalibyśmy się dłużej, ale przerwała mam Nikola.
- Mi i Toffikowi chce się spać.- powiedziała, a Ross tylko się zaśmiał i wziął księżniczkę na ręce. Ja wzięłam za to smycz Toffika. I w ten sposób ruszyliśmy w drogę powrotną. Gdy już doszliśmy puściłam pieska, który od razu poszedł spać. Ross zaniósł Nikole do pokoju, bo usnęła po drodze. Ja za to udałam się do naszej sypialni. Wyszłam na balkon i zaczęłam patrzyć się na już ciemny i tajemniczy świat. Długo sama nie byłam bo przyszedł zraz blondyn. Stanął w drzwiach balkonowych, a ja się odwróciłam do niego przodem, ale nadal byłam przy barierce.

- Tu jest pięknie-rzekłam z zachwytem patrząc na widok za oknem.Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się perliście.
- Zgadzam się.- odpowiedział. - Wiesz dlaczego cię tu zabrałem?
- Nie, zaskocz mnie.- odparłam
- Wiesz jak to zabrzmiało?- zaśmiał się. - Jakbyś mi coś proponowała
- A może proponuje?- spytałam zmysłowo, Ross spojrzał na mnie rozbawiony i podszedł do mnie bardzo blisko, aż za blisko.
- Naprawdę?- zapytał i złączył nasze usta w pocałunku. Oparł swoje ręce na barierkach, tak, że otaczał mnie nimi. Ja swoje natomiast umieściłam w jego włosach. Jego cudownych, jedwabistych miękkich blond włosach. Pociągnęłam za nie lekko, a on jak na zawołanie wydał  ze swojego gardła długi jęk, wprost do moich ust. Uśmiechnęłam się lekko, a on znów mnie pocałował. Swoje dłonie z ściągnął z barierki i umieścił na mojej talii. Podskoczyłam, a swoimi nogami oplotłam jego biodra. Ross złapał mnie pod plecami i kierował się w stronę wielkiego łoża . Ułożył mnie na nim delikatnie i aby mnie nie zgnieść, ułożył się na mnie, podpierając się jedną ręką. Złapałam rąbek jego koszulki i zaczęłam ją powoli ściągać. Zrzuciłam ją z chłopaka i ujrzałam jego idealnie wyrzeźbiony tors. Palcami jeździłam po jego skośnych mięśniach brzucha, a następnie wbijałam palce w jego boki. Blondyn zdarł ze mnie górną część stroju, łącznie z stanikiem. Usta przyłożył do mojej szyi i zaczął ssać miejsce pulsu. Za każdym jego ruchem, wydawałam z siebie cichy jęk.






Chłopak oderwał się od mojej szyi i uśmiechnął się widząc, co na niej zrobił. Spojrzał na moje piersi i, tam się tym razem skierował. Całował moje piersi z ogromną zachłannością. Przewróciłam chłopaka na plecy i zajęłam się jego klatą. Całowałam jego ulubiony punkt, drogę do jego kolegi. Placami odgarniałam jego włoski pod pępkiem i całowałam każde miejsce na jego brzuchu. Blondasek znalazł się nade mną i ściągnął mi spódniczkę wraz z majtkami. Językiem kreślił drogę po moich nogach, do mojej kobiecości. Gdy dotarł do swojego "skarbu" zaczął nie miłosiernie mnie tam miziać. Robił to na wiele sposobów. Na końcu wybrał swój ulubiony sposób. Złapał moje wargi sromowe w swoje usta i zaczął je ssać, a językiem robił kółka. Chwilę po tym leżałam na chłopaku i robiłam mu "dobrze". Kciukiem masowałam główkę, podczas, gdy inne place jeździły po nim w górę i dół. Złapałam jego penisa w swoje usta i zaczęłam go ssać. Najpierw czubek, potem do połowy a na koniec do samego końca. On już podniecony na maxa, obrócił mnie i wszedł we mnie.
- Delikatnie, dziecko jest w domu.- szepnęłam do chłopaka.
Jego ruchy były, delikatne i namiętne. Pocałował mnie w usta i przesunął się w bok, trafiając w mój czuły punkt. Cichutko zajęczałam do jego ust. Chłopak robił biodrami okrężne ruchy a następnie wbijał się we mnie do końca. Lada moment moja pochwa zacisnęła się na jego członku, a po moich udach popłynęła stróżka spermy. Chłopak wyszedł ze mnie i przytulił.
- Dziękuje.- szepnął po czym pocałował mnie w czoło. Chciałam coś odpowiedzieć, ale byłam tak zmęczona, że nie miałam siły i po porostu zasnęłam.

środa, 25 lutego 2015

One Shot

Czy wy też czasami żałujecie swojej decyzji, która nie tylko zraniła ciebie, ale też bliskie ci osoby? Ja tak mam właśnie teraz. Dobra, ale może powiem kim jestem. Tak więc ja to Laura Marano. Obecnie mam 21 lat i mieszkam w NY. Przeprowadziłam się tu 2 lata temu z LA. Dlaczego się przeprowadziłam? Sama nie wiem. Potrzebowałam zmiany otoczenia i ludzi. W LA zostawiłam całe moje życie. Przyjaciól, rodzinę i chłopaka, którego kochałam. Co dziwne on o tym nie wiedział i nadal nie wiem. Chyba, ze Vanessa mu powiedziała jak zniknęłam bez słowa. W NY mieszkam już dwa lata i w ciągu tych lat poznałam mojego obecnego narzeczonego. Jest to brunet o brązowych oczach, a zwie się on Josh Smith. Jest ideałem mężczyzny. Jest przystojny, umięśniony, romantyczny i kochany. Pracuje w dużej firmie swojego ojca, w której jest prezesem. Poznałam go jakiś rok temu i od razu mi się spodobał, a ja jemu. Tylko czasem się zastanawiam czy to jest naprawdę miłości. Z moja siostra nadal utrzymuje kontakt i ona mówi, że nadal kocham Rossa. Tak dobrze myślicie Rossa Lyncha z R5. Ja jednak jestem święcie przekonana, ze kocham Josha, a on mnie. Nie długo mam wyjść za niego za mąż więc jestem tego pewna. Moje przemyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Poszłam szybko otworzyć. Gdy zobaczyłam, kto stoi po drugiej stronie nie mało mnie zaskoczyło.
- Vanessa co ty tutaj robisz?- zapytałam zdziwiona wizyta Van w moim mieszkaniu.
- Też miło cie widzieć, ale mogę wejść trochę tu wieje.- powiedziała jak zwykle z pogarda. Szybko ja wpuściłam, a ona mnie przytuliła.
- Dobra to co tu robisz?- zapytałam ponownie, gdy siedziałyśmy w salonie.
- R5 ma teraz trasę, a ja się zabrałam z nimi. Dzisiaj wieczorem maja koncert na Manhatanie, a za tydzień lecimy do Europy. Więc chciałam odwiedzić moja siostrę.- wyjaśniła mi.
- To czemu reszta nie przyszła razem z tobą?- zapytałam, choć wiedziałam jak będzie odpowiedzi.
- Po tym jak nas zostawiłaś bez słowa, a później jak się dowiedzieli, ze do mnie dzwonisz, a do nich nie. To uznali, że nie ucieszysz się na ich widok. Nie chcieli się narzucać po prosty.- powiedziała bardzo spokojnie, a ja poczułam się źle. Mogłam do nich choć raz zadzwonić i wszystko wyjaśnić, ale nie.
- Nie dziwie się.- powiedziałam cicho.
- To dobrze, że nie jesteś tym zaskoczona. Jak bym nie była twoja siostra i jak byś się do mnie nie odezwała też bym do ciebie nie przyszła. I reszcie się wcale nie dziwie, że...- tutaj przerwała. Pewnie zastanawiała się czy mi to powiedzieć czy sobie odpuścić.- nie chcą cie znać.- powiedziała, a mnie to zatkało.
- Jak to nie chcą mnie znać?- zapytałam.
- Dziwisz się. Zostawiłaś nas z dnia na dzień bez żadnych wyjaśnień. Po pół roku odezwałaś się tylko do mnie i nawet nie zapytałaś co u nich, a do tego nadal nie wiem czemu tak nagle wyjechałaś.- powiedziała trochę zła. Tak teraz może mi wszystko powiedzieć. Bo przez telefon by tego nie zrobiła.
- Przepraszam, nie myślałam, ze to was tak dotchnię.- powiedzialam spokojnie. Choci chcialo mi sie jak chorera rzucic teraz im wszytskim na szyje i przeprosc.
- Dobra nie rozumiem twojej obojetnosc, ale mozesz przynajmniej powiedziec czemu tak znimnelas.- Van chciala dobic swego. Ona jak sie nie dowie to nie przestanie mnie nenkac.
- Potrzebowalam zmiamy w moim zyciu. Nowego otoczenia, nowych ludzi. W LA za duzo sie wydarzylo zebym mogla tam dalej mieszkac. Dlatego was zostawilam, a do ciebie zadzwonilam tylko dlatego, ze jestes moja siostra.- powiedzialam nadla nie rozumiejac mojej obojentnosc.
- Czyli jak bys nie potrzebowala porady na randke ze swoim boskim Joshem to bys nie zadzwonila. Nis pomyslals nawet jak w tedy poczuli sie te debile i Rydel, a nawet Ross.- powiedziala juz wsciekla Vanessa.
- Co do tego wszystkiego ma Ross?!- zaczelam juz krzyczec bo nie rozumualaam przeslania mojej siostry.
- Co Ross ma do tego. Serio jeszcze sie pytasz?- spijrzala na mnie jak na idiotke, a ja tylko kiwnelam glowa.- Idiotko on cie kochal, ale nie jestem pewna czy ty zaslugiwalas na ta milosc. Jak tak szybko sie pocieszylas tu, a bylas taka zdruzgotana, ze on cie nie kocha. Boze gdybys tylko go teraz zobaczyla to bys sie przerazla cos zrobila z tym biednym chlopakiem.- powiedziala i chciala juz wyjsc, ale ja zatrzylama.
- Co takiego mu zrobilam?- zapytalam w taki zimy sposob, ze sama sie przerazlam, ze mnie to nie obchoc.
- Teraz nie jest tym samym slodkim, mikym i usmiechnientym chlopakiem. Byl zamkniety w sobie do poki nie poznal Alex. Ona przywrocila go do zycia, ale muzyka jest dla niego trudnoscia, a ta trasa jest ostatnia trasa R5, bo juz nikt nie chce grac odkad Ross sie zmienil i to wszustko przez ciebie siostrzyczko. Jak chcesz to mozesz przyjsc na koncert. Masz tu bile i wejsciowke, bo Delly mnie prosla, zebyl ci to dala. Choc nie wiem po co. Ja juz ide i prosze jak nie chcesz to nie przychoc na koncert i do mnie nie dzwon. Pa- powiedziala i chciala wyjsc, a w tym samym czasie wrocil Josh.
- Kochanie wrocilem.- powiedzial z korytarza.
- A i jak chcesz przyjsc to lepiej bez narzeczonego, bo Ross jeszcze cos mu zrobi.- powiedziala sciszonym glosem.
- Lau jestes?- zapytal Josh wchodzac do salonu.- O nie wiedzialem, ze dzisiaj bedziesz miala goscia.- powiedzial widzac Vanesse.
- Josh to moja siostra Vanessa, Vanessa to Josh moj narzeczony.- przedstawilam ich, a Van tylko sie sztucznie usmiechnela.
- To moze ja was zostawie.- powiedzial zmieszany Josh, ale Van mu szybko przerwala.
- Nie trzeba ja juz mialam wychodzic.- powiedziala i wyszlam.
- Dziwna jest ta twoja siostra.- zasmial sie Josh, a wemnie cos penklo.
- Co jest w tym takiego smiesznego, ze cie nie zna i ze sie spieszyla?! Co cie tak smiesz?!- zaczelam sie na niego eydzierac, ale nie otrzymalam odpowiedzi, bo zadzwonila dzwonek do drzwi. Poszlam otworzyc zostawiajac zdziwionego chlopaka. Jak otwoezylam to mnie zatkalo jego to zupelnie sie nie spodziewalam.
- Ross co ty tu robisz?- zapytalam bardzo zdziwona.
- Chcialem ci tylko powiedziec, ze zmarnowalem na ciebie polowe mojego zycia tak jak moja rodzina i w nia sie wlicza tez Vanessa bo nie wiem czy wiesz, ze wziela slub z Rikerem. A ty nawet nie raczysz do nas choc raz zadzwonic i wyjasnic czemu nas zostawilas. Wiesz ile Rydel przez ciebie plakala nocy. Nie wiesz bo skad masz wiedziec. Skoro ty sie tu swietnie bawilas. No skad.- mowil, a ja nagle peklam jak banka. Zaczelam plakac, a chlopak na widok moich lez przestal mowic.
- Myslisz, ze Vanessa nie opjeprzala mnie o to za kazdym razem jak do niej dzwonilam. Probowalam tez zadzwonic do was, ale nie mialam odwagi. Nie wiedzialam co wam powiedziec. Nie chcialam was zostawiac, ale musialam.- powieialam i jeszcze bardziej sie rozplakalam. Ross widziac to przytulil mnie do siebie i mowol ciche cii. Zawsze mnie i uspakajalo i bylo tak tym razem. Chlopaka mnie puscil.
- Wiesz ja musze juz wracac, za godzine mamy koncery.- powiedzial juz lagodniej.
- Noge pojsci z toba bo tez chcialam isc, a bedzie nam razniej?- zapytalam patrzac na blondyna. On tylko kwinal glowa. Ja poszlam po plaszcz telefon i wejsciowki. Josh byl w lazience wiec nic nie mowiac wyszlam z mieszkania razem z Rossem.
- Tak naprawde to wiemy czemu wyjechalas Vanessa nam o wszystki mowila.- powiedzial tym samym przerywajac nasza cisze.
- Ja to powiedziala?- zapytalam zdziwiona.
- No normalnie. Wytlumaczyla nam, ze nie moglas tu zostac. Musialas zmienic otoczenie i ludzi. Tylko nadal nie rozumiem czemu mi o tym nie powiedzialas.- powiedzial spokojnie.
- Po prostu nie chcialam, zeby ktos wiedzial gdzie bede, a do Van zadzwomilam, bo byla mi potrzebna rada.- powiedzialam.
- W czym rady?- zapytal. Vanessa chyba im nie mowila, ze mam narzeczonego.
- W takiej jednej nie jstotnej sprawie.- nie wiem sama czemu sklamalam, ale nie chcialam, znowu go stracic.
- Czyli to nie bylo nic waznego?- zapytal dla pewnosc patrzac na mnie.
- Tak to stare dzieje i nawet nie wiem co to bylo.- powiedzialam usmiechajac sie do niego. Chlopak chwile sie wachal, ale po chwili zlapal mnie za reke. Gdy to poczulam przeszedl mnie przyjemny dreszcz. Spojrzalam na nasze splecione palce i sie usmiechnelam. Przez chwile szlismy w ciszy, ale czywiscie musial zadzwonic moj telefon.
- Przepraszam na chwile. Halo. Co? Nie wazne gdzie jestem. Nie nie szukaj mnie. Nie wiem kiedy wroce. Tak. Dobra daj mi spokoju.- powiedzialam Joshowi i sie rozlonczylam.
- Kto to byl?- zapytal Ross znow lapiac mnie za reke.
- Nikt wazny.- powiedzialam, a blondyn tylko sie do mnie usmiechnol. Szlismy juz do konca w ciszy. Gdy doszlismy zatrzymalam sie przed wejsciem, a chlopak razem zemna wciaz trzymajac mnie za reke.
- Chodzi wchodzimy. Wszyscy juz czekaja.- powiedzial i puscil moja reke.
- Czekaja na ciebie o mnie nic nie wiedzia. Nie wiem czy to dobry pomysl.- powiedzialam, a Ross na mnie spojrzal zdziwiony.
- Teraz nie masz juz wyjscia. Rydel strasznie liczy na to, ze przyjde razme z toba. Prosze chodzi.- powiedzial i zlapal mnie za reke. To dodalo mi teoche otuchu.
- Skad Delly wie, ze poszles do mnie?- zapytalam bo to mnie troche zdziwilo.
- Bo jej powiedzialem i pytalem sie jeszcze pytalem Van gdzie mieszkasz, ale na poczatku nie chciala mi powiedziec, ale ja przekonalem. Wiec tylko chlopaki nie wiedzia, ze przyjdziesz.- wytlumaczyl, a ja sie tylko usmiechnelam, ze chca nie zobaczyc.
- No dobrze to chodzimy.- powiedzialam, a on mnie z tego szczenscia mnie przutulil. Jak sie zorientowal co zrobil to szybko mnie puscil. Usmiechnol sie zmieszamy i juz chcial wejsc, ale zlapalam go zareke i sie usmiechnelam. Tak o to trzymajac sie za rece weszlismy do klubu.
- Wrocilem!- krzyknol Ross, a Rydel tak szybko przybiegla, ze sie kurzylo.
- Aaaaaaa!- zaczela piszczec gdy tylko mnie zobaczyla.
- Co pali sie czy co?- zapytala reszta wchodziac do tego pomieszczenia. Jak mnie zobaczyli to wyszczezyli tylko oczy i roztwarli usta, az do podlogi.
- Dobra zrobilo sie zdziwnie.- powiedzial blondyn i dopiero teraz puscil moja reke.
- Laura?- zapytala Delly.
- Tak mi na imie.- powiedzialam chcac zeby zabrzmialo jak zart, ale za bardzo sie denerwowalam.
- Lau moja kochana Laurunia. Wiedzialam, ze przyjdziesz, ale z Rossem nie z Van. Wiedzialam.- powiedziala ze lzami w oczach i mnie przytulila. Zaraz po tym ockneli sie chlopaki i tez doloczyli sie do uscisku. Ross i Van tylko sie przyglondali, ale tylko przez chwile, bo zaraz dolaczyli do nas. Zaczelo brakowac mi tlenu i chyba Ryd tez, bo zaczela sie drzec.
- Puszczac jelopy, bo po lbach!- wydarla sie, a reszta nas puscila. Tak jak blondi sie wydrze to kazdy sie jej sucha.
- Powiem szczeze siostra nie wiezylam, ze przyjdziesz.- powiedziala usmiechnieta Van.
- Tak mowilas mi juz to juz dzisiaj.- powiedzialam ze smutkiem przypominajac sobie nasza dzisiejsza rozmowe.
- Laura wrocilas do nas!- krzyknol uradowany Ell i mnie porwal w swoje obiejcia.
- Ellus obidziles nie dopiero czy co?- zapytala Delly i popatrzyla na niego z czuloscia.
- Tak, a cos mmie ominelo.- powiedzial i przytulil blondynke. W tym samym czasie drzwi do klubu sie otworzyly i weszla przez nie bardzo ladna blondynka.
- Alex! Przyjechalas!- krzyknol uradowany Ross i porwal ja w objecia. Nie wiem czemu, ale zabolalo mnie to. Vanessa na mnie spojrzala, ale nic nie mowila. Patrzylam na ten obraz smutna, ale chyba nikt tego nie zauwarzyl.
- Rossy tez sie ciesze, ze cie widzie, ale mozesz mnie juz puscic?- zapytala ze smiechem blondynka, a Ross ja puscil.
- Dobra niech ci bedzie.- powiedzial i pokazal jej jezyk. Znow to mmie zabolalo, bo wczesniej tylko ze mna sie tak przekomarzal.
- O, a co to za piekna brunetka?- zapytala usmiechajac sie do mnie.
- A to nikt wazny tylko stara milosc tego tam.- wytlumaczyl jej Rocky, a Van i Ryd daly mu w lep.
- Auuu! Za co?!- krzyknol z bulu.
- Ty juz wiesz idioto czemu.- powiedziala Vanessa. Co mnie zdziwilo, bo rano sie na mnie darla.
- Jestem Laura.- powiedzialam do blondynki.
- To o tobie tyle mi opowiadali, ciesze sie ze moge wkoncu cie poznac. Jestem Alex.- powiedziala szczesliwa i mnie przytulila.
- Mnie to nikt nie przytuli!- zawyl zalosnie Rocky.
- Nie zasluzyles.- powiedziala Alex.
- Czemu nikt mnie nie kocha?- zapytal podnoszac rece do sufitu. Alex chyba sie nad nim ulitowala, bo podeszla i go przytulila, a on sie ucieszyl i zamknol.
- Dobra koniec tego witania. Na scene i prube robicie, bo zaraz zaczynamy.- powiedzial RyRy, a calu zespol poszedl na scene. Ja zostalam na widowni razem z Alex i Vanessa. Alex w pewnym momencie poszla do lazienki czyli zostalam sama z moja siostra.
- Tak na prawde to sie ciesze, ze przyszlas.- powiedziala i mnie przytulila. Ja tak sie wzruszylam, ze sie poplakalam.
- No juz dobrze nie placz mala.- powiedziala i jeszcze mocniej mnie przytulila. Jak sie uspokojlam to mnie puscila.
- Kocham cie.- powiedzialam, a teraz to czarnowlosej lza poleciala z oczu.
- Awww ja ciebie tez.- powiedziala i jeszcze raz mnie przytulila.
- Awww, ale wy jestescie slodkie!- krzyknela Alex i sie slodko usmiechnela. Dopiero teraz zauwazylam, ze jest bardzo mloda.
- Mala juz ty sie tak nie slodz, bo dostaniesz cukrzycy.- zaczela sie smiac moja siostra.
- Ejjj, za rok bede miec juz 17 lat wiec sie zamknij.- obuzyla sie, a ja sie zdziwilam, ze ma tylko 16 lat.
- Lllooo. Myslalam, ze masz tylko 16 lat.- powiedzialam zdziwiona.
- Nie dziwie sie. Te jelopy tez myslaly, ze mam 19 lat, ale nie mam pojecia czemu.- powiedziala zdumiona.
- Niech pomysle, bo nie masz twarzy glupiej nastolatki i masz kolczy w wardzie i jeszcze tatulaz na nadgarstku.- wytlumaczyla jej Vanessa.
- Nie moja wina, ze moj kolega robi takie rzeczy, a ja chcialam to sobie zrobilam.- powiedziala.
- A jak sie w ogole poznaliscie?zapytalam, bo bardzo bylam ciekawa.
- To bylo rok temu. Bylam sobie w skeitparku. Jezdzilam sobie na desce spokojnie, az tu nagle wpadlam na zalamanego Rossa. Zapytalam co sie stalo, a on sie rozplakal i zaczol opowiadac, ze wyjechalas bez slowa. Zaczol mi sie zwierzac. No i tak sie poznalismy. Cala historia.- powiedziala i mnie przytulila. Ja juz nic nie mowi tylko ja przytulilam. I tak wyszlo, ze Alex przytulala sie do mnie przez cala probe. Po probie zaraz zaczeli wposzczac fanow i zaczol sie koncert. Z dziewczynami swietnie sie bawilam. Koncert skonczyl sie gdzies tak o 24.
- Laura idziesz z nami na imprezke do hotelu?- zapytala Delly.
- No niewiem. Nie chce sie narzucac.- powiedzialam.
- Prosze. To moze sie juz nie powturzyc, a tym bardziej jak zostajesz w NY. Prosze.- zaczol mnie namawiac Ross. Po chwili sie do niego usmiechnelam i kiwnelam glowa na tak.
- Niech bedzie.- powiedzialam, a blondyn mnie przytulil. Gdy sie od siebie oderwalismy zaczelismy isc w strone hotelu w ktorym sie zatrzymali. Jak doszlismy do ich pokoju nie moglam wyjsc z zachwytu. Nigdy nie widzialam piekniejszego hotelu.
- Dobra to co robimy?- zapytala Alex.
- Mozemy zagrac w butelke, a pozniej sie zobaczy.- powiedzial Rocky, a reszta przytaknela. Usiedlismy w kolku i zaczelismy grac. Pierwszy krecil Rocky i wypadlo na Alex.
- No to co bierzesz malenka?- zapytal jak stary zboczeniec.
- Wole nieryzykozac dlatego wybieram pytanie.- powiedziala, a ja bym zrobila to samo.
- Wiec tak. Kto ci sie najbardziej z naszego grona podoba.- zapytal.
- Niech pomysle. Chyba tak najbardziej to Vanessa.- powiedziala, a my wybuchlismy smiechem oprob Rockyego.
- Ale mi chodzilo o chlopakow.- powiedzial obuzony.
- Nie okresliles sie zbytnio slonko.- powiedzila i poklepala go po ramieniu.
- Dobra koniec tego dobrego. Alex krec bo mi sie nudzi.- zazadal RyRy, a blondynka zakrecila. Tym razem wypadlo na Rossa.
- Ooo Rossiu co wybierasz?- usmiechnela sie do niego slodko.
- Zaryzykuje niech bedzie wyzwanie.- powiedzial, a Alex zatarla szyderczo rece.
- Na to czekalam. Wiec musisz hmmm pocalowac Lau.- powiedziala, a ja zachlyschnelam sie powietrzem.
- No na co czekasz braciszku. Buzi buzi z Laurunia.- powiedzial Riker, a ja mialam ochote go zabic. Ross sie tylko do mnie nachylil i pocalowal delikatnie w usta. Nie wiem czemu, ale oddalam pocalunek. Pocalunek z delikatnego przerodzil sie w bardziej namietny. Po chwili przenioslam sie na kolana blondyna, bo bylo mi niewygodnie, a nie chcialam psuc tak wspanialej chwili. Gdy zabraklo nam powietrza to zaczelismy sie od siebie odryeac, ale blondyn musial to zakonczyc nietypowo. Czyli najpierw przegryzl moja dolna warge pozniej ja oblizal, a na koniec znow cmoknol i w koncu odsunol. Gdy juz calkowicie sie od siebie oderwalismy Ross sie do mnie usmiechnol, a ja do niego.
- No niezle sie do siebie przyssaliscie!- krzyknol Ell, a ja szybko zeszlam z kolan blondyna.
- Lau mozemy pogadac?- zapytala w pewnym momencie Van.
- Tak jasne.- powiedzialam i poszlam z siostra na korytarz.
- O czym chcialas pogadac?- zapytalam, gdy juz nikt nie mogl nas uslyszec.
- Mozesz mi powiedziec co ty wyprawiasz?- zapytala probujac zachowac spokoj.
- Ale o co ci chodzi?- nie rozumialam o co jej chodzi.
- Chodzi mi o to po co calowalas sie z Rossem i dawalas mu nadzieje?- powiedziala, a mnie ogarnelo zdziwienie.
- My przeciesz wykonalismy tylko zadanie, ktore dala mu Alex. Nie rozumiem czemu robisz o to taka afere.- powiedzialam, a ona spojrzala na mnie jak na idiotke.
- Serio tylko zadanie. Kazdy glupi widzial, ze to nie byl pocalunek jak dwujki znajomych, ktorzy nic do siebie nie czuja. Dziewczyno wez sie ogarnji za trzy miesiace bierzesz slub z tym calym Joshem, a teraz obsiskujesz sie z Rossem, ktory cie kocha i nie ma bladego pojecia o tym, ze ty masz go w dupie. Prosze zastanow sie nad tym.- powiedziala i wrocila do srodka. Ja poszlam za nia. Tam impreza rozkrecila sie juz na maxa. Szybko podeszlam do Rossa, ktory stal i tylko sie patrzyl na wyglupy innych.
- Co tak stojsz?
- Nie mam co robic. Chcesz?- zapytal podajac mi piwo. Wzielam i na raz wypilam pol. Stalismy tak i pilismy do poki nie przyszla Alex.
- Co tak stajcie i chlejecie?- zapytala.
- Mloda nie mamy co robic i sobie gadamy.- powiedzial Ross i objol ja ramieniem.
- Serio was nie rozumiem. Musicie sie upic, zeby zaczac sie bawic.- powiedziala zdruzgotana.
- Poczekaj troche i tez bez pica sie nie bedziesz bawic.- powiedzialam, a ona tylko pokrecila glowa na nie i odeszla. Zaczelam szukac mojej torebki, a jak juz ja znalazlam zaczelam sie kieraowac w strone drzwi, ale zatrzymal mnie Ross.
- Gdzie idziesz?- zapytal, a ja pociagnelam go na korytarz.
- Musze juz wracac, ale jutro przyjde sie z wami porzegnac.- powiedzialam i juz chcialam isc, ale przyciagnol mnie do siebie. Bylismy bardzo blisko, az za blisko.
- Mysilisz, ze pozwole ci wracac o tej porze i w tym stanie samej.- powiedzial patrzac mi w oczy.
- Tak, tak mysile.- powiedzialam usmiechajac sie do niego najslodziej jak tylko umialam.
- To zle myslalas. Chodz pojdziemy juz spac do mojego pokoju.- powiedzial i zaczol mnie ciagnac do jakis drzwi.
- Mysilalam, ze macie wspolny pokoj.- powiedzialam zdziwiona.
- To zle myslalas kochana.- powiedzial i otworzy drzwi od pokoju. Jak weszlismy to dalo sie zauwarzyc, ze jest wiekszy i piekniejszy od tamtego.
- Czemu nie macie wspolnego?- chcialam wiedziec, bo oni wczesniej wszystko mieli razem.
- Lau kochanie jestem zmeczony, a ta historia jest bardzo dluga i skomplikowana. Wiec opowiem ci ja kiedy indziej, a teraz idziesz sie umyci.- powiedzial i pokazal mi drzwi od lazienki.
- Czekja, a w czym mam niby spac?- zapytalam patrzac na niego.
- Jak to w czym w mojej koszulce. Nie raz juz w niej spalas.- powiedzial i dal mi swoja koszulke. Pokrecilam tylko glowa i poszlam do lazienki. Tam szybko sie umylam i wrucilam do chlopaka, ktory byl juz w samych bokserkach. Jak mnie zobaczyl to oczy wyszly mu z orbit i gapil sie tak jakby chcial sie na mnie zaraz rzucic.
- Rossy blagam nie patrz sie tak na mnie.- powiedzialam, ale to nic nie dalo i on nadal sie na mnie gapil. Podeszlam do niego troche blizej. Polozylam rece na jego nagim torsie i nachylilam do jego ucha.
- Ross prosze nie patrz sie tak na mnie bo czuje sie zawstydzona.- powiedzialam mu prosto do ucha, a on zlapal mnie w talii. Czyli tym razem zadzialalo.
- Jak mam sie nie potrzec jak jestes taka sexowna.- powiedzial i nachylil sie do moich ust.
- Nie powiedziala bym.- rowniez sie do niego przyblizylam.
- Tak jestes strasznie sexowna.- powiedzial i zloczyl nasze usta. Nie byl to taki pocalunek jak ten gdy gralismy w butelke. Ten pocalunek byl bardzo namietny polaczony z pozadaniem. Ross w pewnym momencie posadzil mnie sobid na kolanach, ja swoje rece zarzucilam na jego kark i zaczelam przeczesywac jego wlosy. On za to wlozyl swoje pod moja bluzke. Dalej byli jeszcze ciekawiej, ale nie bede wam tego opisywac. Rano obudzilam sie w cieplych i silnych ramionach blondyna.
- Czesc.- powiedzial chlopak usmiechajac sie do mnie.
- Hej, ktora godzina?- zapytalam przeciagajac sie jak kot.
- 9.30.- powiedzial bardzo spokojniej.
- Co juz tak pozno?!- krzyknelam i wstalam szybko z lozka, ale zapomnialam o jednym malym szczegoliku. Ze jestem naga. Szybko wrocilam na lozku, a Ross beszczeslie sie ze mnie smial.
- Bardzo smieszne. Wiesz po prostu sie usmialam.- powiedzialam, a on coraz bardziej zanosl sie smiechem. Udalam obrazona i odwrocilam sie od niego. Po chwili sie uspokojl i zaczol mnie przytulac.
- Lau przepraszam nie bede sie juz smial.- powiedzial, a ja sie do niego odwrocilam.
- No jasne, ze nie bedziesz, a teraz wynocha bo chce sie ubrac.- powiedzialam i wykopalam do z lozka.
- Teraz to ja bede obrazony, a i jeszcze jedno.
- Mow szybko, bo mi sie troche spieszy.
- Dzwonil do ciebie jakis Josh, ale nie odbieralem. No wkasnie kto to bo dzwonil 10 razy?- zapytal, a ja teraz nie wiedzialam co powiedziec.
- To moj narzeczony.- powiedzialam pod nosem, ale chlopak chyba uslyszal.
- To ty masz narzeczonego!?- krzyknol zdziwiony, a ja zmieszana pokiwalam glowa. On zrezygnowany wyszedl, a ja szybko sie ubralam i juz chcialam wychodzic, ale niestety przyszla Alex.
- Lau chce cie o cos zapytac.- powiedziala i spijrzala na mnie.
- Troche sie spiesze, ale jasne pytaj.- powiedzialam i sie do niej usmiechnelam.
- Czy to prawda, ze masz narzeczonego i juz nigdy sie nie spotkamy?- popatrzyla na mnie ze smutkiem, a mi w oczach zebraly sie lzy.
- Kochanie tak mam narzeczonego, ale jeszcze sie spotkamy obiecuje.- powiedzialam i ja przytulilam.
- Dobra podobno sie spieszylas to idzi.- powiedziala i sie ode mnie oderwala.
- Dobra ja ide, a ty przepros wszystkich ode mnie.- powiedzialam i szybko wyszlam z hotelu. Zamowilam taksowke i pojechamal do domu. Tam zastalam niezle wkurzonego Josha.
- Mozesz mi powiedziec czemu nie bylo cie cala noc, a twoj telefon odbiera jakis koles?- zapytal, gdy mnie tylko zobaczyl. Ross mowil, ze nie odbieral, ake teraz to wyjasnia sprawe czemu tak lagodie to przyjol.
- Bylam ze starymi przyjaciolmi, a telefon odebral moj pezyjaciel, bo spalam.- powiedzialam i chcialam isc do lazidenki, ale zatrzymal mnie Josh.
- To czemu nawet esenesa nie napisalas. Wiesz jak ja sie martwilem.- powiedzial i chcial mnie przytulic, ale ja sie od niego odsunelam.
- Przepraszam nie pomyslala.- powiedzialam i poszlam do lazienki. Jak wyszlam Josha juz nie bylo.
~ Dwa miesiace pozniej~
Nie to nie mozliwe. Ja nie moge byc w ciazy. Nie nie moge. Dobra faktem jest, ze jestem w ciazy w drugim miesiacu, a z Joshem nie spalam pol roku. Nie to nie mozliwe nie moge byc w ciazy z Rossem. W sumie z tego co pamietam to sie nie zabespieczalismy. Nie to nie mozliwe. No dobra mozliwe, ale co ja teraz zrobie. Za miesiac biore slub, a do Van nie zadzwonie to wyjdzie na jej. Co prawda nie moge wymazac z pamieci Rossa i za kazdym razem co Josh chce nie pocalowac to widzie twarz Rossa. Czasami chce do niego zadzwonic, ale wiem, ze nie bedzie chcial ze mna gadac. O mamusiu jak kocham Rossa nie Josha, ale Ross nie chce nie znac. Moje przemyslenia przerwal odglos otwieranych drzwi.
- Kochanie jestes?- zapytal od progu brunet.
- W salonie.- powiedzialam, a chlopak wszedl i mnie chcial pocalowac. No wlasnie chcial odsunelam sie w ostatniej chwili.
- Co sie stalo?- zapytal, a ja juz wiedzialam ze musze mu o tym powiedziec.
- Jestem w ciazy.- powiedzialam, a na jego twarzy pojawil sie lekki usmiech.
- Tak bede tata!- krzyknol i mnie podnius. Troche jest mi smutno, ze musze zgasc jego radosc, ale nic na to nie poradze.
- Josh poczekaj musze ci powiedziec cos waznego.- powiedzialam, a on od razu mnie postawil.
- Cos jest z dzieckiem nie tak?- zapytal przestraszony.
- Nie z dzieckiem wszystko w pozadku.- powiedzialam.
- To o co chodzi?- zapytal juz spokojnej. Wzielam gleboki wdech.
- To nie jest twoje dziecko.- powiedzialam szybko.
- Jak to nie moje dziecko?- zapytal zdziwiony.
- Nie jest dla ciebie dziwne, ze spalismy ze soba pol roku temu, a ja jestem w drugim miesiacu.- powiedzialam, a on chyba sie teraz zkapnol.
- To jak nie moje to powiesz mi z kim mnie zdradzilas?- zapytal bardzo spokojnie co mnie zdziwilo.
- Pamietasz jak dwa miesiace temu wrociala rano do domu?- zapytalam, a on pokiwal glowa.- Powiedzialam ci wtedy, ze bylam z przyjaciolmi i siostra. Tam troche wypilam z Rossem. I tak jakos wyszlo, ze powiedzial, ze nie posci mnie do domu tak pozno i w takim stanie. I tak od slowa do slowa zaczelismy sie calowac, a dalej ci juz nie bede opowiadac.- skonczylam mowic, a Josh patrzyl na mnie jakbym byla z innego swiata.
- To ten Ross przez ktorego tutaj przyjechalas?- zapytal po chwili.
- Tak to ten sam.- powiedzialam i chcialam wyjsc, ale mnie zatrzymal.
- Dobra nie wazne. Za miesiac bierzemy slub, a dziecko bede kochal jak swoje.- powiedzial i chcial mnjd przytulic, ale sie wyrwalam.
- Ty chyba nie rozemiesz. Ja chce to dziecko wychowac z Rossem, bo go kocham. Przpraszam, ze ci to mowie, ale my do siebie nie pasujemy. Jestes dla mnie kims wyjatkowym, ale nie tak jak Ross. Ja go nigdy nie przestalam kochac, a ty byles tylko pieprzonym zapychaczem. Nie chce cie ranic, ale musialam zajsc z nim w ciaze, zeby sobie uswiadomic, ze nadal go kocham. Przepraszam, ale wracam do LA. Jestes dobrym chlopakiem, ale ja nie jestem dziewczyna dla ciebie.- powiedzialam szybko zabralam walizki i wyszlam nawet na niego nie patrzac. Pojechalam na lotnisko, a stamtat prosto do domu. Caly lot przespalam. Obudzil mnie komunikat i londowaniu. Z lotniska udalam sie do mojego starego domu, bo z tego co wiem od Van to nadal tam mieszka. Do domu dorlam o 18. Weszlam uzywajac swoich kluczy, ktore zawsze mialam przy sobie. Nic sie tu nie zmienilo. Skierowalam sie do swojego pokoju. Tam tez sie nic nie zmienilo. Bylam zmeczona wiec szybko walnelam sie na lozko i zasnelam. Nie wiem ile spalam, ale obudzily mnie szepty z progu drzwi. Otworzylam oczy i popatrzylam w tamta strone. W drzwiach staly Van i Delly.
- O obudzilas sie.- powiedziala Delly jak zobaczyla, ze sie podnosze.
- Na to wyglada.- powiedzialam jeszcze zaspanym glosem.
- Laura czemu wrocilas ten twoj ukochany ci cos zrobil?- zapytala Vanessa podchodziac do lozka.
- Nie. Juz nie jestesmy razem.- powiedzialam.
- Jak to?- zapytala tym razem Rydel.
- Nie ma z wami reszty?- spytalam dla upewnienia.
- Nie jestesmy same mozesz mowic.- powiedzialy, a ja wzielam gleboki wdech.
- Ross wam mowil co miedzi nami zaszlo?- zapytalam, a blondynka tylko kiwnela usmiechnieta glowa.
- Co bo ja wtedy spalam?- dopytywala sie Van.
- Przespali sie ze soba!- krzyknela zadowolmona blondyna.
- Dobra nie rozumiem twojej radosc, ale okay. Mow dalej.- powiedziala Van i sie do mnie usmiechnela.
- Chodzi o to, ze ja jestem w ciazy.- powiedzialam, a dziewczyny pisnely i rzucily sie na mnie. Dobrze, ze siedzialysmy na lozku, bo bym zaliczyla bokesny upadek.
- Ale z Rossem prawda?- zapytala Rydel.
- Kochanie widac, ze ty jestes naturalna blondynka. Jakby nie byla z Rossem to by nie wracala.- wyreczyla mnie siostra w tlumaczeniu blondynce.
- A no tak. Sorrka, ale ty go kochasz prawda?- zapytalam.
- Tak kocham i nigdy nie przestalam. Tylko blagam nie mowcie chlopaka, a tym bardziej Rossowie.- powiedzialam.
- Laura wiesz, ze nie ukryjesz tego przed Rossem i musisz mu o tym powiedziec?- Van zaczela bawic sie w moja mame.
- Wiem, ale on jak na razie nie chce mnie znaci.- powiedzialam i sposcilam glowe.
- Co ty za glupoty gadasz. Na koncertach co w drogiej fance widzial ciebie. Kobieto on cie kocha!- krzyknela Delly i gdzies wybiegla.
- Gdzie ona pobiegla?- zapytalam lekko zdziwiona.
- Pewnie powiedziec cos Rossowi, zeby tu przyszedl to ja tez sie ulotnie. Powodzienia!- krzyknela i wyszla. Po jakis 10 minutach uslyszalam otwierajace sie drzwi. Szybko wstalam z lozka i poprawiajac wlosy zeszlam na dol. W kuchni stal Ross i ewidentnie czegos szukal. Stal do mnie tylem wiec mnie nie zobaczyl.
- Pomoc ci w czyms?- zapytalam nadla stojac w progu. On nadal sie nie odwrocil tylko zaczol gadac cos do siebie pod nosem.
- Jak mnie obrazasz to powiedz glosniej bo nie slysze.- powiedzialam cicho sie smiejac. Chlopak strasznie szybko odwrucil.
- Laura?- zapytal mrurzac oczy.
- Tak to ja, a tobie cos do oka wpadlo, bo tak mrurzysz?- zapytalam podchodziac do niego.
- Nie, ale ty jestes tu naprawde czy snie, albo Van znowu sobie ze mnie jaja robi?- zapytal nadla nie wierzac, ze to ja.
- Nie no serio ja chyba do niej, az tak podobna nie jestem, a pozatym nie dotchnela bym Rikera palcem.- powiedzialam obuzona, a blondyn zaczol sie smiac. Chyba juz uwierzyl.
- Dobra wierze, ze to ty.- powiedzial, a ja podskoczylam zadowolona.
- No nareszcie! Jakbys nie wierzyl to chyba bym cie pocalowala, zebys uwierzyl!- krzyknelam, a Ross usmiechnol sie slodko i do mnie podszedl. Zlapal mnie w talii i przyciagnol do siebie.
- Mam tylko jedno pytanie.
- Jakie?- powiedzialam galiac sie w jego oczy.
- Ten twoj narzeczony nie przyjechal z toba?- zapytal, a ja sie usmiechnelam.
- Jaki narzeczony jak ja nawet chlopaka nie mam.- powiedzialam udajac smutek. Ross tylko sie cicho ucieszyl i mnie w koncu pocalowal. Calowalismy sie dosyc dlugo, ale w koncu musialam to przerwac.
- Co jest?- zapytal zdziwiony.
- Musze ci cos powiedziec.
- O co chodzi?- zapytal tak troche przestraszony. Ja wzielam gleboki oddech.
- Kurde nie wiem jak ci to powiedziec!- krzyknelam, a blondyn znowu sie zasmial.
- Powiedzi normalnie. Przeciez nic ci nie zrobie.- powiedzial i zlapal mnie jednom reka za podbrudek i podnusl tak zebym spojrzala mu w oczy. Dodalo mi to otuchy. Wzielam gleboki oddech i zaczelam mowic.
- Bedziesz tata, bo jestem w ciazy.- powiedzialam i czekalam na jego reakcje.
- Jaa, bede tata? Ty masz tam male dziecko?- byl w bardzo duzym szoku, a przez slowo tam mial na mysli brzuch.
- Tak i tak.- powiedzialam, a Ross chyba to sobie wszystko przyswojl, bo porwal mnie w swoje ramiona i zaczol mna krecic.
- Bede tata!!- krzyknol na cale gardlo, a ja nie moglam wytrzymac ze smiechu.
- Widzie, ze sie cieszysz.- powiedzialam, a on mnie postawil i pocalowal. Calowalibysmy sie o wiele dluzej gdyby nie smiechy naszej rodzinki.
- Mowilam, ze wszystko bedzie dobrze. Jak oni razem slodko wygladaja!- zawyla Alex.
- Dziewczyny mialyscie im nie mowic. Nigdy wiecej wam nie zaufam.- powiedzialam obuzona, a Ross mnie przytulil.
- Ja chce byc chrzesna!- krzyknela zadowolona Alex.
- To ja chrzesnym!- zglosl sie RyRy. Co mnie zdziwilo. I tak sie konczy ta historia. Jestem mama slicznego chlopca o imieniu Tobby. I za dwa tygodnie wychodzie za Rossa. Wreszcze jestem szczesliwa. Z Joshem nie mialam kontaktu i wcale na tym nie uboloewam. Z tego co wiem to rodzina brunete mnie znienawidzila, bo biedaczek powiedzial jaka to ja zla, a on taki dobry dla mnie. Dobra koncze te smuty, bo ide z dziewczynami na zakupy.

~~*~~
Hej, tak jak obiecałam dzisiaj dodaje OS. Z góry przepraszam za błędy i w ogóle, ale pisałam na telefonie i nie mam siły poprawiać. Tak więc mam nadzieję, że się podoba i komentujcie.

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 9

 NOTKA!!!!!
~~*~~
- Mamusiu chodź pomożesz mi się spakować!- krzyknęła Nikki jak tylko mnie zobaczyła. Szybko wzięła mnie za rękę i pociągnęła na górę do swojego pokoju. Pokazywała mi wszystko co chciała zabrać czyli cały pokój. Wybrałam jej tylko najpotrzebniejsze rzeczy i jej ukochanego misia. Jak Nikola była już spakowana to pobiegła na dół, a ja zajęłam się sobą. Zbyt dużo czasu mi nie zajęło pakowanie więc szybko zeszłam na dół. Tam Nikola bawiła się w najlepsze z Rossem. Uśmiechnęłam się tylko na ten widok i dopiero teraz zauważyłam, że Vanessa znów gdzieś zniknęła.
- Gdzie znowu podziała się Vanessa?- zapytałam blondyna.
- Poszła się spotkać z moim bratem. Jesteście już gotowe?- powiedział, a ja tylko przytaknęłam i wyszliśmy z domu.
- Tatusiu, a długo będziemy jechać?- zapytała Nikola jak już jechaliśmy.
- No tak troszeczkę.- odpowiedział jej, a mała zaczęła ziewać.
- Kochanie prześpij się.- powiedziałam, a mała się rozłożyła z tyłu i poszła spać. Ja z Rossem nie odzywaliśmy się do siebie podczas drogi. Nawet nie wiem czemu. Po prostu cieszyliśmy się podróżą.
- Lau możesz mi podać okulary ze schowka?- zapytał w pewnym momencie Ross.
- Jasne.- odpowiedziałam i zaczęłam szperać w schowku. Boże ile on ma tu niepotrzebnych rzeczy. Wreszcie znalazłam jego okulary i mu dałam.
- Dziękuje.- powiedział uśmiechając się od mnie.
- Możesz mi powiedzieć po co ci kamera w schowku?- zapytałam, gdy napotkałam jeszcze kamerę.
- Nie wiem. Delly kiedyś mi ją tam wrzuciła i tak sobie leży.- powiedział całkiem spokojnie.
- Jest naładowana czy nie?- bardzo mnie korciło, żeby ją teraz włączyć i nagrać jakieś głupoty.
- Pewnie tak. Zobacz.- powiedział, a ja zachęcona ją włączyłam. Bateria była w połowie pełna. Zaczęłam nagrywać chłopaka, a jak zauważył, że sobie go nagrywam zaczął robić głupie miny. Śmiałam się z niego tak głośno, że aż dziwne, że Nikola się nie obudziła. W chwili nieuwagi Ross zabrał mi kamerę i teraz to ja byłam nagrywana przez chłopaka. Tylko dziwi mnie to, że jeszcze nie trafiliśmy w żadne drzewo, ani nic. Czyli muszę przyznać, że chłopak na podzielną uwagę. Gdy kamera już nie wytrzymała to ją odłożyłam.
- W domu ją naładujemy i będzie jak nowa.- powiedział mi chłopak, gdy ją chowałam za co oberwał w ramię. Powiedział ciche "auu" na co ja się zaśmiałam pod nosem. Jechaliśmy już jakieś dwie godziny. Słońce po woli zaczęło zachodzić za horyzont. Ten widok był bardzo piękny. Nie mogłam oderwać oczu od widoku przed nami. Ross chyba to zauważył, bo położył mi jedną rękę na nodze. Ten gest był tak niespodziewany, że na początku się trochę przestraszyłam, ale zaraz wszystko wróciło do normy. W końcu słońce całkowicie zaszło, a ja poczułam jak oczy robią mi się senne. Sam nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się dopiero wtedy, jak chłopak zaparkował. Jak się okazało byliśmy już na miejscu. Rossa nie było w samochodzie co mnie na początku zdziwiło, ale później sobie uświadomiłam, że poszedł zanieść Nikole do łóżka. Wyszłam z samochodu i w tym samym momencie Ross wyszedł z domu.
- Oo, jak dobrze, że się obudziłaś nie będę musiał cie dźwigać.- zaśmiał się jak zobaczył, że stoję przed samochodem.
- Bardzo śmieszne. Wcześniej nosiłeś mnie bez problemu.- powiedziałam oburzona, a on zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
- Kochanie, ale to było kiedyś, a teraz zapraszam do środka.- powiedział i złapał mnie za rękę. No doba domek zewnątrz był bardzo ładny, ale w środku był jeszcze ładniejszy. Ross zaczął mnie ciągnąć do jakiegoś pokoju. Czyli jeśli się dobrze domyślam do mojej sypialni. Pokój był bardzo ładny i duży. Zaczęłam się rozglądać, gdy już wszystko zobaczyłam wróciłam wzrokiem do chłopaka, który leżał rozwalony na łóżku.
- Blondasku, a ty przypadkiem  nie pomyliłeś pokojów?- zapytałam, a on na mnie dziwnie spojrzał.
- Nie kochanie nie pomyliłem, a teraz idź do łazienki się myć i chodź spać.- powiedział bardzo spokojnie, a ja miałam ochotę walnąć go w tą jego śliczną mordkę. Niestety musiałam się powstrzymać. Szybkim krokiem udałam się do łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic i wróciłam do blondaska. Ross jak tylko mnie zobaczył to podszedł do mnie i przyciągnął mnie bardzo blisko siebie.
- Czego pan chce?- zapytałam patrząc w jego śliczne ślepia.
- Pani już dobrze wie czego ja chce.- powiedział i już chciał mnie pocałować. No właśnie chciał w ostatniej chwili szybko się mu wyrwałam i położyłam się na łóżko. Chłopak dopiero po chwili się skumał, że całuję się z powietrzem, ja za to nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Ross jak zobaczył, że się z niego śmieje udał obrażonego i położył się koło mnie. Jak się już uspokoiłam to dałam mu całusa w policzek i odwróciłam się do niego plecami. Już prawie zasnęłam, gdy poczułam jak Ross się do mnie przytula. Nie tak normalnie tylko tak mocno jakbym miała mu zaraz uciec, a ja jak na razie nie mam zamiaru uciekać.
~~*~~
Hej misie. Dzisiaj trochę dłuższy, ale nie zbyt mi się podoba, ale może wam będzie się podobał. Nie wiedziałam kompletnie co napisać, ale się wysiliłam i jest. Mam nadzieje, że się cieszycie. Zaglądajcie też na mojego drugiego bloga bo coś czuje że nikt go nie czyta i jest mi troszkę smutno. Jak wam się spodoba to możecie zostawić jakiegoś koma. Co prawda jest na razie tylko jeden rozdział, ale zaraz zabieram się za drugi. I jeszcze jedna sprawa jak chcecie, żebym dodała OS, który jest już napisany to piszcie w komach. To dodam jeszcze dzisiaj, a jak nie dzisiaj to jutro. Tak więc komentujcie, jak najwięcej bo to dla mnie bardzo ważne. Nowy rozdział może pojawić się już jutro więc komentujcie.

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 8

Dosyć szybko dojechaliśmy do mnie do domu. Wyszliśmy i weszliśmy do domu. Zdziwiłam się trochę, bo było dosyć cicho. Poszłam do pokoju Nikoli. Dziewczynka sobie siedziała przy biurku i rysowała. Podeszłam do niej i przytuliła.
- Mama, co tak wcześnie?- zapytała i się do mnie odwróciła.
- Tak jakoś, a gdzie ciocia?- zapytałam, bo trochę mnie zdziwiło, że nie ma mojej siostry.
- Poszła po coś do sklepu. Tata przyszedł z tobą?- zapytała z nadzieją. Uśmiechnęłam się do niej.
- Chodź i sama zobaczysz.- powiedziałam, a Nikoli już nie było. Jak zeszłam na dół to Nikola już zdążyła dopaść Rossa. Uśmiechnęłam się na ten widok. Jak Nikola w końcu puściła blondyna to on kucnął koło niej.
- Nikola, a co powiesz jak zabiorę ciebie i mamę na takie małe wakacje?- zapytał patrząc na mnie.
- Tylko nasza trójka bez tej Emily?- zapytała mała.
- Tak kochanie, tylko nasza trójka.- powiedział, a Nikola tylko szeroko się uśmiechnęła i rzuciła się mu na szyje. W tym samym momencie do domu wróciła Van.
- Co wy tu robicie?- zapytała nie ukrywając zdziwienia.
- Siostrzyczko pragnę ci przypomnieć, że ja tu mieszkam, a Ross to się tak wprosił, a ty czemu Nikole zostawiasz samą?- Vanessa zmieszała się i podeszła do mnie.
- Musiałam wyjść do sklepu, a teraz mi powiedz czemu Nikola jest taka rozpromieniona.- zaczęła się dopytywać.
- Bo Ross zabiera nas na małe wakacje.- powiedziałam i chciałam już podejść do córki, ale Van mnie zatrzymała.
- Poczekaj musimy pogadać.- powiedziała i zaprowadziła mnie do kuchni.
- To o czy chciałaś pogadać?- zapytałam, gdy już nie mogli nas usłyszeć.
- Powiesz mi co ty wyprawiasz. Przecież Ross bierze ślub, a ty z nim wyjeżdżasz. Może mi jeszcze powiesz, że masz z nim romans?- zaczęła prawić mi kazania jakby ona była święta.
- To tylko wyjazd dwójki przyjaciół z dzieckiem na małe wakacje. Ross mnie o to poprosił bo chce się zbliżyć do Nikoli. W końcu to jego córka, a teraz ma okazje bo Emily wyjechała do swojej siostry. Proszę nie martw się o mnie nic głupiego nie zrobię, bo będzie z nami Nikola.- powiedziałam, a Van chyba się troszkę uspokoiła.
- No dobrze, ale pamiętaj Nikola będzie moim szpiegiem. Wszystko mi powie co tam robiliście. Jasne?- popatrzyła na mnie znaczącym wzrokiem.
- Jasne. Chodź już do nich, bo boje się, że Nikola go udusiła.- powiedziałam ze śmiechem. Van tylko się uśmiechnęła i skierowałyśmy się w stronę salonu.
~*~
Hej. Tak wiem dawno mnie nie było, a jak już jestem to dodaje takie gówno, ale na tygodniu postaram się dodawać rozdziały codziennie. Co prawda ferie mam już od tygodnia, ale jak masz starszą siostrę i tylko jeden komputer to nie masz szans. Od poniedziałku już siostra wraca na uczelnie więc rozdziały będą częściej, a przynajmniej mam taką nadzieje.

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 7

Rano obudziłam się o 7.00. Szybko wstałam i poszłam do łazienki. Tam zrobiłam wszystkie poranne czynność i poszłam do garderoby. Dzisiaj postanowiłam się ubrać w zwykłe, czarne spodnie i białą koszulę. Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół. Jak się okazało moja siostra już nie spała i nawet zrobiła mi śniadanie.
- Cześć, dzisiaj nie chcesz uwieść Rossa?- zapytała patrząc na mój strój.
- Daj sobie spokój z tym co.- powiedziałam i usiadłam.
- Dobra jak tam chcesz. Tylko, żeby nie było, że cię nie uprzedzałam.- powiedziała Van i podała mi jajecznicę.
- Gdzie jest Nikola?- zapytałam.
- Nie wiem jeszcze nie wstała.- powiedziała spokojnie Vanessa. Coś musi być nie tak. Nikola zawsze pierwsza wstaje. Szybko poszłam do pokoju mojej córki. Gdy tam weszłam dziewczynka leżała na łóżku.
- Kochanie co się dzieje? Czemu nie wstajesz?- zapytałam przytulając mojego szkraba.
- Mamusi, brzuszek mnie boli.- powiedziała i jeszcze mocniej się do mnie przytuliła.
- Chcesz zostać dzisiaj z ciocią w domu?- zapytałam, a Nikola pokiwała głową. - Dobrze ja muszę już iść, ale ciocia za ras przyjdzie.- powiedziałam i pocałowałam ją w główkę. Nikola wygodnie się położyła, a ja zeszłam na dół.
- No i co z nią?- zapytała Van, gdy tylko weszłam do kuchni.
- Brzuch ją boli. Idź do niej, a ja wychodzie bo znowu się spóźnię. Pa.- powiedziałam czarnowłosej i wyszłam szybko z domu. Nie brałam samochodu Van bo chciałam się trochę przejść. Zaczęłam myśleć o wczorajszym zajściu z Rossem. Czy to coś zmienia? Czy on traktuje to jak przypadek i ożeni się z Emily? Czy jak będzie miał swoje dzieci ze swoją żoną to zapomnię o mnie i Nikoli? Te pytania kłębiły mi się w głowię od samego początku. Może te pocałunki jednak dla niego coś znaczyły. Myślałam tak do puki nie dotarłam do biura. Jak się okazało w nim był tylko blondyn imieniem Ross, którego najmniej chciałam teraz spotkać. Gdy mnie tylko zobaczył uśmiechnął się i podszedł do mnie bardzo blisko. Wiedziałam co chce zrobić, ale nie wiem czemu nie potrafiłam się od niego odsunąć. Nie raczej wiem, dlatego, że on przyciąga mnie jak magnes i nie umiem nad tym panować. Albo może tego nie chce. Chłopak zagłuszył moje myśli pocałunkiem. Pocałował mnie zupełnie inaczej niż wczoraj. Dzisiaj pocałował mnie tak jak kiedyś. Całym sobą wyrażając w tym geście wszystkie swoje emocje. Uczucia, którymi mnie darzył. Po dość długim czasie w końcu się ode mnie oderwał i znów uśmiechnął.
- Cześć.- powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Cześć.- odpowiedziałam mu z trudem, a on cały czas mi się przyglądał.
- Czemu dzisiaj nie założyłaś spódniczki?- zapytał ze smutną miną.
- Bo nie chciałam.- odpowiedziałam już normalnie.
- Ale mi się w spódniczkach bardzo, ale to bardzo podobasz.- powiedział.
- To chyba nie ja powinnam ci się podobać tylko twoja narzeczona.- powiedziałam, a chłopak zrobił dziwną minę.
- Co do tego ma Emily?- zapytał jak kompletny idiota.
- To mój drogi, że jest twoją przyszłą żoną, a zdradzasz ją od wczoraj ze mną!- krzyknęłam, bo już nie panowałam nad moimi emocjami.
- Sama mi na to pozwalasz, a teraz masz pretensje i nagle zaczęła cię interesować Emily! Coś mi się nie chce wierzyć, że robisz to bo nie chcesz, żeby cierpiała!- krzyknął tak samo jak ja. Tylko z taką małą uwagą, że ja się boje jak on krzyczy.
- Tak nie chce, żeby cierpiała przez ciebie! Nie chce żeby przechodziła przez to samo co ja jak zdradzałeś mnie z Emmą! Może zachowuje się jak suka, ale nie chce, żeby cierpiała tak jak ja! Tylko ja pozwalam ci to robić z innego powodu niż Emma!- krzyknęłam, a Ross spojrzał na mnie jakby zobaczył ducha. Pewnie zastanawia się skąd wiem, że zdradzał mnie z Emmą. Oczywiście nigdy mi o tym nie powiedział, ani on, ani ona. Chodzi wtedy Emma była moją najlepszą przyjaciółką, ale nie przeszkodziło jej to w uwiedzeniu mojego chłopaka, którego kochałam ponad życie i zresztą nadal kocham. Powiedziała mi o tym Vanessa razem z Delly. Nigdy nie mówiłam Rossowi o tym, że wiem i nie pokazywałam tego. W sumie na dobre to mi wyszło.
- Skąd wiesz o Emme?- zapytała już spokojnie.
- No na pewno nie od ciebie i tej suki.- powiedziałam.
- To skąd!?- i znowu się zaczyna.
- Powiedziałam mi Rydel jak rzekomo wyjechałeś do cioci z rodziną, ale dziwnym trafem cała twoja rodzina została w domu, a Rydel już dawno widziała cię z Emmą! Nie mówiłam ci nigdy o tym bo za bardzo cię kochałam, żeby się z tobą rozstać! Dlatego udawałam przez te dwa lata, że nic się nie dzieje. Odetchnęłam dopiero jak Emma się wyprowadziła i przestałeś mnie unikać. To było dla mnie ciężkie i nie chce, żeby kolejna dziewczyna przez takiego dupka jak ty cierpiała.- mówiłam na początku z gniewem, ale jak zaczęłam sobie to przypominać to nie mogłam pohamować łez. Czemu to nadal tak bardzo mnie boli? Ross gdy już wszystko przetrawił i zobaczył, że płacze od razu mnie przytulił. Mocno się w niego wtuliłam. Zawszę się uspokajałam gdy mnie przytulał i tak było, i tym razem.
- Przepraszam. Wiem popełniłem niewybaczalny błąd, ale ty mnie nie zostawiłaś. Tylko dalej nie rozumiem dlaczego pozwalasz się całować skoro nie chcesz, żebym skrzywdził Emily?- zapytał, gdy się już uspokoiłam. Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
- Naprawdę się nie domyślasz?- zapytałam, a on pokręcił głową. Westchnęłam i postanowiłam mu powiedzieć prawdę. - Pozwalam ci na to tylko dlatego, że cię kocham i to bardzo mocno. Wróciłam do LA tylko i wyłącznie dla ciebie. Nie dlatego, że tęskniłam za starymi śmieciami, ale za tobą. Chciałam, żebyśmy stworzyli rodzinę dla Nikoli. Chciałam, żeby w końcu poznała tatę, o którym tyle razy próbowałam zapomnieć. Vanessa na początku mówiła mi, że pewnie ułożyłeś sobie już życie i masz cudowną  rodzinę. Tylko ja nie chciałam jej słuchać. W końcu, gdy Nikola zaczęła coraz częściej płakać o to, że nie ma taty i zamykać się w sobie. Wtedy Van sama zaczęła namawiać mnie do wrócenia do LA, do ciebie. No i wróciłam tylko spełnił się scenariusz Van. Masz już narzeczoną i planujesz z nią wspólne życie. Ja nic nie mogę z tym zrobić. Tylko jak ty mnie całujesz to nie umiem cię odepchnąć i powiedzieć nie. Miłość i pragnienie twojej bliskość jest ode mnie silniejsze.- powiedziałam na jednym tchu, a blondyn tylko mi się przyglądał.
- Czyli ty mnie kochasz tak samo jak ja ciebie?- zapytała, a raczej stwierdził blondyn.
- Na to wygląda.- powiedziałam, a Ross tak się ucieszył, że zaczął się kręcić ze mną na rękach. Po jakiś 2 minutach mnie postawił i zaczął całować. Jak się od siebie oderwaliśmy to musiałam go o to zapytać.
- Czemu mówisz mi, że mnie kochasz i mnie non stop całujesz jak bierzesz ślub za nie całe dwa miesiące?- zapytałam, a Rossa chyba zaskoczyło to pytanie, bo nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Daj mi trochę czasu, a załatwię tą sprawę z Emily.- powiedział spokojnie.
- Dobra niech ci będzie, ale masz się przy mnie z nią nie miziać bo się porzygam i zrobię awanturę.- powiedziałam ostrym tonem, żeby nie uznał tego za żarty.
- Tak jest kapitanie, a teraz zbieraj się.- powiedział i popchnął mnie w stronę wyjścia.
- Gdzie ty mnie tak pchasz?- zapytałam.
- Jedziemy po Nikole i jedziemy nad jezioro.- powiedział spokojnie, gdy już byliśmy przy samochodzie. Ja już nic nie mówiłam. Gdy staliśmy na światłach Ross położył swoją rękę na moim udzie. To było całkiem przyjemne.
- Czekaj, czekaj, a co powiesz Emily jak się zapyta gdzie byłeś i z kim?- zapytałam patrząc na blondyna.
- Kochanie, Emily jest u siostry w NY. Wróci dopiero za dwa tygodnie.- powiedział uśmiechnięty. Ja też nie mogłam się nie uśmiechnąć na myśl o spędzeniu dwóch tygodni z Rossem, bez Emily w pakiecie. No i co z tego, że teraz to ja zostałam tą kochanką, którą wyzywa się od suk i złodziejki mężczyzn. Nie obchodzi mnie to co inni o mnie będą myśleć. Skoro mogę być z facetem, którego kocham.
~*~
Hej! Obiecałam, że rozdział będzie dzisiaj i tak się stało jest. Pewnie się cieszycie lub nie. Nieważne. Dobra nie będę już tak zanudzać. Powiem tylko tyle. Piszcie komentarze jak wam się podoba i czy was zaskoczyłam, a jak wam się nie podoba to też napiszcie co. Wtedy postaram się nad tym popracować. Jeszcze jedno może niektórzy z was już weszli na mojego nowego bloga, a jak nie to zapraszam. <KLIK>